23 stycznia 2020

Marta Kisiel - Pierwsze słowo

4
Marta Kisiel dała się poznać, jako pisarka z niesamowitym poczuciem humoru. W końcu zdobyła serca tysięcy czytelników powieściami zabawnymi, błyskotliwymi i niezwykle oryginalnymi. Tak właśnie można pokrótce opisać „Dożywocie” oraz „Nomen Omen”. Tym razem jednak w moje ręce trafiło coś, co pokazuje ją w całkowicie innym świetle. Nadal bardzo pozytywnym, ale tak różnym od tego, co było mi znane do tej pory. Mowa tu o zbiorze opowiadań zatytułowanym „Pierwsze słowo”. To co wyróżnia tę książkę od całej reszty to właśnie forma. Do tej pory znaliśmy ją z niezwykle rozbudowanych opowieści. Trzeba jednak pamiętać, że każdy pisarz od czegoś zaczyna i bardzo często są to właśnie opowiadania pojawią się się w różnego rodzaju czasopismach fantastycznych takich jak „Fahrenheit”.

To właśnie tam zadebiutowała w 2006 bardzo przyjemną historyjką o tym jak w czasach kryzysu trzeba czasem iść na ustępstwa nawet, jeżeli jest się postacią z książki. Mowa tu o „Rozmowie dyskwalifikacyjnej”. To jednak nie wszystko, ponieważ w tym tomie znajdziemy, aż jedenaście opowieści (powinienem napisać dziewięć, bo „Dożywocie” i „Szaławiła” są mi dobrze znane). I jak to bywa w jej twórczości mamy się, z czego pośmiać, poznajemy nowych bohaterów, z którymi moglibyśmy się zakumulować oraz odkrywany nowe niezwykle interesujące światy. W przenośni oczywiście. Niema tu fantastyki naukowej, ale znajdzie się kilka zalążków czegoś, co można by było rozwinąć. Zwłaszcza, że rozrzut fabularny i gatunkowy jest dość spory. Nawet kryminał się znajdzie. Prócz tego niezwykła przygoda w nawiedzonym domu publicznym oraz przygody trzech zabójców, którym los spłatał niezłego figla.

Ostrzegam jednak, że wielbicieli jej twórczości może czekać niemała niespodzianka. Tak było ze mną i z tego, co znalazłem w Internecie z innymi również. Wszystko za sprawą „Całego świata Dawida” oraz tytułowego „Pierwszego słowa”. Nadal nie do końca wiem, co mam o nich myśleć. Pokazują, bowiem całkowicie inny nurt, kompletnie odmienny pomysł. Po prostu są smutne. Ja tak je odbieram. To coś nowego dla mnie w twórczości Marty Kisiel. Nawet „Toń” tak bardzo mną nie wstrząsnęła. Rozumiem ich przekaz, ponieważ znaleźć w niech można wiele ukrytych mądrości, ale ich ogólny wydźwięk bardzo mnie przytłoczył. Nie tego się spodziewałem. Nie na coś takiego liczyłem.

Nie zrozumcie mnie źle. Dla mnie osobiście autorka jest mistrzynią. Cudownie żongluje słowem, igra z czytelnikiem bawiąc się z nim w kota i myszkę. Nigdy nie wiemy, co znajdziemy w następnym rozdziale. A dzięki temu tomowi przekonałem się, że potrafi grać na uczuciach. I nie jest to nic złego. Może inaczej powinienem to określić, ale niczym pryzmat dzielący światło na wiele barw tak i ona kilkoma słowami potrafi wzbudzić najróżniejsze emocje. Od złości, przez smutek aż po radość. Potrafi bawić zaskakiwać, a tym razem i szokować. Takie moim zdaniem jest zadanie pisarza. Musi potrafić wiązać czytelnika z powieścią, z bohaterami zwłaszcza takimi, którzy po części ukazują nam fragment nas samych albo rzeczywistości, która nas otacza.

Zanim jednak zakończę dzisiejszą recenzję chce wyjaśnić, że nie uważam tej książki ani za złą ani za dobrą. Zazwyczaj tak bywa ze zbiorami opowiadań, że nie zawsze trafią do wszystkich. To co jednak w nich najlepsze to różnorodność wśród której każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Ja przy jej czytaniu dobrze się bawiłem, ponieważ było to dla mnie coś nowego. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym czy ma jakieś opowiadania na swoim koncie, chociaż „Rozmowa dyskwalifikacyjna” obiła mi się o uszy. Dlatego polecam wszystkim „Pierwsze słowo”, ale dopiero wtedy, gdy macie za sobą inne jej dzieła. To zbyt głęboka woda jak na pierwszy raz i może nieco zniechęcić. Dla mnie jednak to i tak 4/5.


Tytuł: Pierwsze słowo
Autor: Marta Kisiel
Wydawca: Uroboros
Data wydania: 17 października 2018
Liczba stron: 352
Oprawa: twarda
Format: 135×202mm
ISBN-13: 978-83-280-5164-5
Cena: 39,99 zł

4 komentarze:

  1. Cenię "Pierwsze słowo" właśnie za to zaskoczenie czymś, czego zupełnie się po Kisiel nie spodziewałam. Po tym zbiorze chyba najlepiej widać jak duże umiejętności ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I od teraz nie będzie zaszufladkowana jako pisarka od zabawnych opowieści.

      Usuń
  2. Ostatnio książki tej autorki często przewijają się w moich social mediach, chyba czas wreszcie nadrobić "braki" i sięgnąć po któryś tytuł. :) Bardzo cenię autorów, którzy potrafią wywoływać emocje, a Twoja recenzja pokazuje, że ta pisarka potrafi to doskonale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam że zazwyczaj wywoływała u mnie łzy i to ze śmiechu, ale ta książka to całkowicie inna para kaloszy.

      Usuń