6 lipca 2019

Marta Kisiel - Małe Licho i tajemnica Niebożątka

7
Moje pierwsze spotkanie z twórczością Marty Kisiel miało miejsce dobrych kilka lat temu. Jednakże jej książki tak bardzo mi się spodobały, że zawsze z przyjemnością do nich wracam i z niecierpliwością oczekuje kolejnych dzieł. Dlatego też, gdy tylko zobaczyłem w Internecie informację, że ma się pojawić pozycja dla dzieci, w której wystąpi moje ulubione Licho wiedziałem, że będę musiał ją przeczytać. Zanim jednak dojdę do kluczowych elementów dzisiejszej recenzji chciałbym ze szczerego serca, na łamach mojego bloga, pogratulować autorce. Może nie wiecie, ale Marta Kisiel została laureatem nagrody im. Ferdynanda Wspaniałego za najlepszą książkę dla dzieci roku 2018. Mam jednak nadzieję, że nie porzuci historii dla nieco starszych czytelników, mimo że "Małe Licho i tajemnica Niebożątka" (za które ową nagrodę dostała) można czytać niezależnie od wieku. Jeszcze raz Wielkie Gratulację i pora na recenzję.

Tytułowe Niebożątko to dziesięcioletni chłopiec, który wychowuje się w naprawdę niezwykłym domu. Bo prócz mamy, wujka Konrada oraz wujka Turu ma za przyjaciół mnóstwo niezwykłych istot oraz własnego anioła stróża. Jak na dzieciaka to naprawdę wiele zwłaszcza, że zawsze ma się, z kim bawić. Jednakże w jego do tej pory spokojnym i radosnym życiu ma nastać gigantyczna zmiana. Pora ruszyć do szkoły.

Muszę powiedzieć, że książka ta jest dla mnie niemałym zaskoczeniem. Spodziewałem się przesłodzonej opowieści skierowanej stricte do młodego czytelnika, a tu tak niespodzianka. Znaleźć tu, bowiem możemy znakomicie skonstruowaną i trzymającą w napięciu fabułę powiązaną bezpośrednio z tajemnicą skrywaną przez głównego bohatera oraz podróż mrożącą krew w żyłach.

Wiem, że dla wielu brzmi to trochę jak zapowiedzieć kryminału, a nie historii dla dzieci, ale książka ta wzbudziła we mnie mnóstwo pozytywnych emocji. Głównie dlatego, że trąciła we mnie sentymentalną nutę. Widzę tutaj odbicie samego siebie za czasów, kiedy to telefony oraz komputery nie były tak ogólnodostępne żeby przyćmić rzeczywistość. Widzę tu dziecko potrafiąca przy pomocy wyobraźni stworzyć prawdziwe cuda. Widzę tu dziecko uczące się oraz rozwijające w zdrowym otoczeniu pełnym miłości i szacunku. Co jednak najlepsze widzę również problemy, z którymi będzie musiał się zmierzyć.

Właśnie to jest chyba główny sens tej książki. W końcu nikt z nas, a na pewno większość nie lubi zmian. Dorośli mają z tym problemem, a co ma powiedzieć dziesięcioletnie dziecko próbujące wejść w całkowicie nowe nieznane do tej pory środowisko. Trzeba się jakoś wpasować, zasymilować z innymi osobnikami by stworzyć stado. Brakuje tu tylko komentarzu Krystyny Czubówny i będziemy mieli program przyrodniczy.

Chce jednak powiedzieć, że "Małe Licho i tajemnica Niebożątka" to znakomity poradnik jak sobie z tym poradzić. Jak poszukiwać własnego miejsca, własnego ja w przypadku, kiedy otoczenie działa na nas zbyt silnie. W końcu każdy z nas potrzebuje akceptacji takiej swojej życiowej kotwicy w postaci, chociaż jednego kolegi czy też koleżanki, z którym będzie miało się, o czym rozmawiać.

Nie wiem czy takie psychologiczne podejście było zamierzone czy to tylko efekt uboczny rewelacyjnej moim zdaniem opowieści, ale znakomicie wyjaśnia, czemu autorka dostała za tę książkę tak prestiżową nagrodę. Mam nadzieje, że następne tomy pójdą w tym samym kierunku, ponieważ mogłyby się stać nieodzownym elementem każdej dziecięcej biblioteczki.

Pierwsze, co mi przyszło do głowy, gdy skończyłem lekturę to film „Lorax” będący ekranizacją książki niejakiego Dr. Seussa. W jednym i w drugim przypadku mamy z do czynienia z niezwykle barwną i ciekawą historią, która ma w sobie ogromny ładunek edukacyjny. U niego była to ekologia tutaj natomiast docenianie tego, kim się jest mimo dzielących nas różnic.

„– To trochę tak jak ja, wiesz? No bo… bo… bo dzieci ze szkoły uważają, że jestem dziwny!
– Bo jesteś.
– Wcale że nie!!!
– Jesteś, Bożku, jesteś – odparł wujek Konrad ze stoickim spokojem, odchylając głowę, żeby spojrzeć w chabrowe oczy chłopca. – No i co się tak złościsz? Przecież w tym nie ma nic złego. Ani nic dobrego. Po prostu tak jest. I już. Świat byłby niepełny, gdyby żyli na nim sami zwyczajni ludzie. Zwyczajni ludzie robią mnóstwo zwyczajnych rzeczy, bez których nie umielibyśmy żyć. Ale to dziwni wspinają się na najwyższe szczyty gór, latają w kosmos, patrzą godzinami w gwiazdy. Przekraczają granice światów… albo zdrowego rozsądku. Albo piszą książki.”
Marta Kisiel – Małe Licho i tajemnica Niebożątka

Najwyższa pora kończyć tę recenzję, ponieważ najlepiej będzie jak sami przekonacie się ile warte jest najnowsze dzieło Marty Kisiel. Moim skromnym zdaniem to milowy krok w jej twórczości udowadniający, że jednym Universum można zainteresować całe pokolenia czytelników. Nieistotne czy jesteś dziadkiem, rodzicem czy jeszcze nie doczekałeś się pociech w tej historii na pewno znajdziesz coś dla siebie. To ten sam prosty język, ten sam humor oraz Ci sami dobrze znani bohaterowie, których mogliśmy poznać w „Dożywociu”. Jeżeli te słowa Was jeszcze nie przekonały to już nie wiem, co mam pisać. Moja ocena to szczere 5+/5. I oby tak dalej.

Tytuł: Małe Licho i tajemnica Niebożątka
Autor: Marta Kisiel
Wydawca: Wilga
Data wydania: 19 września 2018
Liczba stron: 304
Oprawa: twarda
Format: 135×202mm
ISBN-13: 978-83-280-5221-5
Cena: 34,99 zł

7 komentarzy:

  1. Troszkę obawiałam się tej książki (bałam się, że skoro jest dla dzieci, to mnie nie zainteresuje), ale ostatecznie szczerze się w niej zakochałam i czekam na kontynuację <3

    www.kulturalnameduza.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że tez czekam ze zniecierpliwieniem na kontynuację. Może dlatego tak dobrze się ja czyta bo jest nieco mroczna. Przypomina trochę "Toń".

      Usuń
  2. Własnie nie spodziewałam się, że tak bardzo mi się ta książka spodoba - jakby nie patrzeć przeznaczona dla dzieci, dość prosta, ale Kisiel potrafi i w takiej trafić do dorosłego, coś mu przekazać.

    PS Nie najnowsze dzieło - Kisiel później wydała jeszcze "Oczy uroczne"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorosłego poruszy bo to taka bezpośrednia kontynuacja poprzednich jej książek aż tak bardzo się od nich nie zmieniła tylko kto inny wyszedł na pierwszy plan.

      Usuń
  3. Tyle pozytywnego słyszałam o twórczości tej autorki, że muszę w końcu się na coś zdecydować i przeczytać. :D

    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratulacje dla autorki.
    Bardzo podoba mi się Twoja recenzja. Książek Pani Marty nie czytałam (jeszcze), myślę, że niedługo się z nimi zapoznam. A kto wie, może sięgnę właśnie po nią.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kusi mnie ta książka od jakiegoś czasu, tyle że... "Dożywocia" nie zdołałam nawet skończyć. Pokonał mnie totalny brak fabuły, której zabrakło na rzecz scenek humorystyczno-rodzajowych. Za to "Toń" autorki mnie zachwyciła, i teraz czuję się rozdarta. Może "Licho w wersji dla dzieci" bardziej do mnie przemówi, niż wcześniejsze zbiory? Twój post daje taką nadzieję ;)

    Pozdrawiam,
    Ewelina z Gry w Bibliotece

    OdpowiedzUsuń