Tryb noc/dzień

12 lipca 2022

Doktor Strange w multiwersum obłędu

0
Sam Raimi mimo dość sporego dorobku był dla mnie przez długi czas facetem od filmu, którego nie obejrzałem do końca. Mówię tu o Spidermanie, a raczej całej serii, bo żadnej z tych części nie udało mi się obejrzeć do końca. Nie dlatego, że los tak chciał po prostu z jakiegoś powodu one mi w ogóle nie podchodziły i wykruszałem się w czasie seansu. Ostatnio jednak zmieniłem do niego nastawienie i chyba wrócę do jego wcześniejszych dzieł, bo jeżeli chodź w połowie będą tak dobre jak jego najnowsze dziecko to będę się bawił rewelacyjnie. Chodzi mi oczywiście o „Doktor’a Strange’a w multiwersum obłędu”.

Oczywiście Doktor Strange będzie musiał zmierzyć się z przeciwnikiem, którego potęga zagraża nie tylko naszej rzeczywistości, ale również całemu Multiversum.

Czemu to takie oczywiste? Bo trzeba zauważyć, że wszystkie filmy od Marvela są budowane na zasadzie im mocniejszy albo większy przeciwnik tym lepiej. Całość oczywiście przepełniona słodkimi obrazkami oraz humorem. Dobrze trochę się zagalopowałem nie wszystkie ich produkcje takie są, ale musicie przyznać, że większość mimo chwil zwątpienia i smutku niektórych postaci pokazują nam dość podobny obraz.

Oczywiście sam się nimi zachwycałem w moich poprzednich recenzjach, ale to właśnie Sam Raimi udowodnił, że można to zaprezentować inaczej. Jego sequel z nowymi przygodami dość kontrowersyjnego maga można najprościej określić mianem arcydzieła, głownie dlatego, że to do czego jesteśmy przyzwyczajeni w poprzednich fazach zostaje kompletnie zmienione. Mamy do czynienia z pełnokrwistym „horrorem”, mrokiem oraz całkowicie odrealnioną rzeczywistością. Film ten pokazuje inne oblicze bohaterów, którym momentami bliżej jest do tyranów i morderców niż nam się to wydaje.

Całość została nakręcona fenomenalnie. Nieoczywiste ruchy kamery, ciekawe cięcia oraz kierunek, w którym zmierzała cała historia nie pozwalały widzowi nawet na chwilę refleksji. Najbardziej jednak zaskoczyło mnie to jak niewiele trzeba by obniżyć kategorię wiekową filmu, a jednocześnie zachować jego spójność i dynamizm. Odpowiednie ujęcie, zmiana koloru i spokojnie może go obejrzeć każdy.

Zachwycił mnie również sposób ukazania Multiversum, mimo że tylko przez chwilę pozwolił połączyć ze sobą wszystkie stworzone do tej pory dzieła niezależnie od formy czy też środku przekazu. Otwierając przy okazji szerokie pole popisu przyszłym twórcom. W końcu pojawiło się tu wiele postaci, które mogą nam jeszcze sporo opowiedzieć w swoich solowych filmach.

„Doktor Strange w multiwersum obłędu” to coś, na co czekałem. Powiew świeżości znakomicie wybijający się ponad rutynę. Wskazujący odpowiedni kierunek dla kina superbohaterskiego. Moja ocena to 5+/5.
Ukryj widgety

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz