Tryb noc/dzień

4 lutego 2021

Aneta Jadowska - Cud, Miód, Malina

5
Aneta Jadowska swoją twórczością zachwyca mnie już od lat, a każda kolejna jej książka wydaje się lepsza od poprzedniej, co fizycznie wydaje się kompletnie niemożliwe. Będę jednak szczery. Jej bohaterów lubię tak pół na pół. Nie wszyscy do tej pory do mnie przemówili zwłaszcza pierwszoplanowe postacie kobiece takie jak Dora Wilk albo Nikita, chociaż w opowiadaniach nie były one takie złe. Nie chcę jednak o nich mówić, ale o najnowszym dziele „Cud, Miód, Malina”, które powoduje, że zaczynam żałować, iż klonowanie nie jest tak rozwinięte jak w filmach science fiction, bo na kolejne tomy wszystkich historii, które tak lubię będę musiał czekać jeszcze dłużej. W końcu nie można pisać dwóch albo trzech książek jednocześnie. Jakość zawsze jest ważniejsza od ilości.

Głowna bohaterka, Malina Koźlak należy do magicznego rodu, w którym trudno powiedzieć, że kobiety rządzą. One tworzą go w stu procentach, a każdy, kto spróbuje zagrozić którejkolwiek z nich zsyła na siebie katusze gorsze niż plagi egipskie. W końcu stulecia wymyślania najbardziej perfidnych i przerażających zaklęć na coś się przydają.

To chyba tyle, bo nie mamy tu do czynienia z powieścią, a kilkoma opowiadaniami, które łączy właśnie tytułowa Malina oraz jej szalona rodzinka. To trochę tak jakbym oglądał nieco podkręconą wersję Sabriny Spellman, ale tej z 1996 roku, bo wersja Netflixa jakoś mnie do siebie nie ciągnie. Dwie historie są już dobrze znane zwłaszcza tym, którzy dokładnie śledzą poczynania Anety Jadowskiej. „Idiota skończony” oraz „Zielona zemsta” pojawiały się już w innych antologiach, więc niema zbytnio, co o nich opowiadać. W pozostałych poznamy niektóre członkinie sabatu oraz ich historie. Bardzo mi się podoba wstęp przed każdym opowiadaniem. Autorka tam opisuje jak chronologicznie to wpasować do całości oraz krótki opis tego, co w nim znajdziemy. To spore ułatwienie dla czytelnika, bo wiemy, na czym stoimy i co już miało miejsce. Przyda się również, gdy pojawią się kolejne tomy.

Zawsze uważałem, że opowiadania są trudniejszą formą pisania, bo autor jest dość ograniczony i musi wszystko odpowiednio zrównoważyć. W przypadku tej książki udało się to po mistrzowsku. Nie wystarczy, że poznajemy same Koźlaczki to jeszcze możemy obserwować ich życie codzienne, zwłaszcza Maliny oraz relacje rodzinne, które nie zawsze są idealne. Żeby nie było tak cudownie to mam małe uwagi, ale o nich wspomnę, gdy rozpiszę się trochę bardziej o mojej ulubionej historii.

Sam Zielony Jar to miejsce, w którym z przyjemnością bym zamieszkał przyjmując na klatę wszystkie jego dobrodziejstwa. Bardzo cieszę się, że autorka nie zrobiła z niego miejsce akcji z prawdziwego zdarzenia. To nie tylko nazwa to ludzie i mieszkańcy, których możemy poznać, zrozumieć a nawet poczuć się chwilami jak cześć tego niewielkiego społeczeństwa.

I tutaj warto wspomnieć o „Niepozornym talencie”, który zrobił na mnie największe wrażenie. Nie tylko dlatego, że otworzył mnie na kompletnie inny tok prowadzenia historii, ale również ukazał cudowne przesłanie widoczne w samym tytule. To tutaj sabat pokazuje swoją prawdziwą naturę oraz to, że z kobietami nie warto zadzierać zwłaszcza, gdy mają we władaniu magię. Uwierzcie mi tekst, że kobiety to słaba płeć musiał wymyślić jakiś szowinista. Ale tutaj zaczynają się niewielkie schody i moje uwagi. To jedna z dwóch historii, w których potencjał nie zostaje całkowicie wykorzystany, a moment, na który najbardziej czekałem prawie całkowicie pominięty. Chodzi mi tu o walkę, po której liczyłem na ochy i achy, a jedyne, co dostałem to ponowne przeszukiwanie stron by sprawdzić czy jakiejś na pewno nie pominąłem. Gorzej jest już chyba w czasie wizyty w szulerni. Nie liczcie tam na jakieś wielkie fajerwerki.

„Cud, Miód, Malina” to zbiór opowiadań, na który bardzo długo czekałem oraz bohaterki, które mają szansę zrobić istną rewolucję w polskiej fantastyce. Dzięki ogromnemu drzewu genealogicznemu nie trzeba się trzymać tylko jednej postaci zwłaszcza, że różnią się one charakterami oraz umiejętnościami. To daje takie szerokie pole manewru, że głowa mała. Można się cofać w czasie pokazując inne czasy albo zaszaleć we współczesności ukazując wspólne działanie magii i techniki. Same czary tutaj to nie tylko kilka słów oraz ruchów ręką czy też mikstur, to coś bardziej osobistego. Jestem tym wszystkim zachwycony, a zwłaszcza masą przezabawnych sytuacji, które dodają całości lekkości i pozwalają naprawdę dobrze się bawić przy lekturze. Dla mnie to była czysta przyjemność, dlatego nie mogę dać nic innego jak 5-/5. I już czekam na następne tomy, chociaż za Witkacem też się już stęskniłem.

Tytuł: Cud, miód, Malina
Cykl: Thorn Universe
Autor: Aneta Jadowska
Wydawca: Sine Qua Non
Data wydania: 31 października 2020
Liczba stron: 416
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-8129-812-4
Cena: 44,99 zł

5 komentarzy:

  1. Z Jadowską też mam dość różnorodne doświadczenia, nieszczególnie np. podchodzi mi cykl o Dorze. Za to zbiory opowiadań mi się bardzo podobają, szczególnie ten - za lekkość, zabawność i pewne szaleństwo opisywanych postaci i wydarzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w klubie :) jak dla mnie Dora jest aż nazbyt napakowana :) jej umiejętności znajomości :) trochę tego za dużo ale coraz bardziej mnie ciągnie by dać jej kolejną szansę :)

      Usuń
  2. Wiele osób poleca książki Jadowskiej, muszę i ja po nią sięgnąć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może lepiej zacząć właśnie od opowiadań niż pełnokrwistych powieści :) może "Aneta Jadowska - Dynia i jemioła. Nietypowe historie świąteczne" byłoby dobrym początkiem :)

      Usuń
  3. Zaczęłam tę książkę, przeczytałam pierwsze opowiadanie, jak dotąd i jestem odrobinę rozczarowana, bo po wszystkich zachwytach oczekiwałam czegoś WOW. Jednak nie poddaję się i będę kontynuować książkę, mam nadzieję, że będzie tylko lepiej :)

    OdpowiedzUsuń