9 czerwca 2018

Świat według Ludwiczka

2
Należę do pokolenia, w którym kreskówki odgrywały bardzo ważną rolę społeczną. Wiem, brzmi to trochę dziwnie, ale taka była prawda. Nie wystarczy, że działały one prawie magicznie, bo na zaklęcie „Zaczyna się” całe podwórko pustoszało. To zawsze leciało się do kolegi, który mieszkał najbliżej aktualnego miejsca zabaw. Wspólne oglądanie to było coś naprawdę rewelacyjnego. W dzisiejszych czasach tego brakuje niestety. Ale czemu o tym mówię? Chciałbym opowiedzieć o kreskówce, którą bardzo dobrze wspominam. Nie jestem pewien czy całym stadem pędziliśmy żeby ją zobaczyć, ale na pewno przed blokiem wśród dzieciarni miała swoje wierne grono fanów, do których sam należałem. Mowa tu o „Świecie według Ludwiczka”.

Serial ten daje nam możliwość przyjrzenia się perypetiom ośmioletniego i nieco pulchnego Ludwika Andersona, który mieszka wraz ze swoją rodzinką w niewielkim miasteczku, Cedrowej Górce w stanie Wisconsin. Najlepsza jest jednak jego familia. Wiecznie narzekający na wszystko weteran wojenny Andy, zawsze spokojna i uśmiechnięta Ora oraz masa dzieciaków. Ludi, jako prawie najmłodszy w rodzinie zawsze ma masę obowiązków, ale znajdzie też czas na dobrą zabawę z przyjaciółmi.

Powiem szczerze. Z tego serialu nie da się wyrosnąć. Ostatnio obejrzałem go ponownie i przyznam, miałem taką samą radochę jak kilkadziesiąt lat temu, gdy pierwszy raz pojawił się w telewizji. Głównie dlatego, że nie jest to żadna ogłupiająca produkcja mająca do zaoferowania żarty bardzo niskich lotów budowane głównie na obrażaniu i ośmieszaniu kogo tylko się da. Humor zaprezentowany tutaj jest naprawdę inteligentny i nad wyraz zabawny. Uwielbiam cięte riposty Ludwiczka jak i historie jego ojca.

Kolejny wielki plus to niezwykle rozbudowana opowieść prezentująca wiele aspektów życia codziennego. Zobaczymy jak Andersonowie obchodzą Gwiazdkę, Walentynki, a nawet urządzają zwykłego grilla dla nowo przybyłych sąsiadów. Wszystko to dlatego, że nie jest to opowieść wyssana z palca. Została ona stworzona ze wspomnień i anegdot opowiedzianych przez komika i aktora Louie Andersona. Dlatego właśnie wydaje się taka życiowa. I to jej największy atut.

Warto również wspomnieć, co po tylu latach rzuciło mi się w oczy, a czego na pewno nie dostrzegłem za młodu. To tematy, które są tutaj poruszane. Nie chodzi mi tylko o to, że ruch to zdrowie albo trzeba robić to, co się w życiu kocha. To tylko podstawa, która nie jest niczym nowy. Najbardziej poruszyło mnie to w jak piękny sposób wyjaśnione jest skąd się biorą dzieci albo, czym jest śmierć. Musicie przyznać, że nawet, jako dorośli macie problemy z rozmawianiem o tym, a tutaj zostaje to zaprezentowane młodym widzom. I to nie w sposób wulgarny czy też prześmiewczy. To najczystsza forma edukacji. Edukacji przez rozrywkę.

Wiem, że dla wielu osób moja recenzja może się wydawać bełkotem starego konia oglądającego bajki. Jednakże kreskówki to coś więcej. To najczystsza forma artyzmu, bo jako jedyna pozwala w stu procentach oddać przemyślenia twórców. Nie ogranicza się do możliwości technologicznych ani wyglądu aktorów. Niby niewiele a jednak tak dużo. I właśnie z tego „Świat według Ludwiczka” bierze pełnymi garściami. Udowadniając, że najwspanialsze historie tworzy nasze życie. Moja ocena to szczere 4+/5.

2 komentarze:

  1. Bardzo lubię tę kreskówkę i żałuję, że część odcinków nie doczekała się tłumaczenia na nasz ojczysty język. ;) Pamiętam czasy Fox Kids, to właśnie tam był emitowany Ludwiczek. Do tej pory mam z nim wspaniałe skojarzenia i wspomnienia. Mam wrażenie, że podobnych kreskówek obecnie ze świecą szukać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się ze wszystkie odcinki przetłumaczono, chociaż przyznam, że kilku z nich nie pamiętam zwłaszcza tego poruszającego temat śmierci, ale może go pominąłem. To naprawdę fajny serial był. Powinien być ponownie puszczany zamiast połowy tego co teraz leci na dziecięcych kanałach.

      Usuń