13 czerwca 2018

Ian Tregillis - Wyzwolenie

0
Pamiętacie może film „Jumanji”? Chodzi mi o tę wersję z 1995 roku, z Robinem Williamsem w roli głównej. W kilku scenach, gdy bohaterowie otwierali grę znikąd pojawiał się dźwięk bębnów. Muszę przyznać, że nieźle to na mnie działało. Najdziwniejsze jednak jest to, że coś podobnego przeżyłem ostatnio. Spokojnie, nie trafiła w moje ręce dziwna, magiczna gra, przez którą nagle w całym mieście zapanuje totalny chaos. Znalazłem coś o wiele lepszego. Książkę pobudzającą moją wyobraźnię na poziomie, który wydawał mi się do tej pory niemożliwy. Otwierając ją zamiast bębnów słyszę klekotanie mechanizmu zegarowego oraz zgrzytanie przekładni i kół zębatych. Tak, nie mylicie się. Ponownie zapraszam Was do świata „Wojen Alchemicznych”, a dokładniej ich ostatniego tomu zatytułowanego „Wyzwolenie”.

Po tym jak Daniel (niegdyś Jax) uwolnił swoich braci spod holenderskiej niewoli mogłoby się wydawać, że teraz wszystko pójdzie z górki. W końcu będzie mógł przestać uciekać. Niestety los szykuje dla niego coś całkowicie innego. Zwłaszcza, gdy na horyzoncie pojawia się kolejny wróg. Tym razem gorszy niż zbrojne ramię Świętej Gildii Horologów i Alchemików, zwane Nadleśnictwem.

Jestem świadom, że wstęp wygląda na nieco wyolbrzymiony, że aż nazbyt zachwyciłem się ostatnim tomem tej niezwykłej serii. Jednakże wszystko, co napisałem wyżej to czysta prawda. Autorowi udało się w rewelacyjny sposób zamknąć między stronami coś więcej niż samą historię. Ukrył tutaj prawdziwa magię. Dzięki której przeniosłem się do niesamowitego świata pełnego mechanicznych istot. Ian Tregillis to prawdziwy mistrz pióra, który potrafi rozbudzić wyobraźnię jak mało kto.

Ciężko mi jednak napisać o tej części coś nowego. Trzyma ona naprawdę wysoki poziom fabularny, jednakże jak już w drugim tomie historia odbiega nieco od filozoficznego wydźwięku tak tutaj prawie całkowicie od niego odchodzimy. Napisałem prawie, ponieważ zaczynamy spoglądać na duszę w sposób dwuznaczny. Dusza to połączenie najlepszych i najgorszych cech, a tylko od nas zależy, po której stronie barykady staniemy. Brzmi to trochę jak złota myśl z Gwiezdnych Wojen żeby stanąć po jasnej stronie mocy, ale taka jest prawda.

Mam nadzieje, że zbyt wiele nie zdradziłem, a tylko zaintrygowałem do dalszej lektury. Chciałem jeszcze chwile zwrócić uwagę na bohaterów. Przechodzą oni pewnego rodzaju metamorfozę. Stają się nie tyle dojrzalsi, co po prostu pokazują nam oblicze, którego do tej pory nie mieliśmy szansy zobaczyć. Przyznam, że nawet Anastazja Bell staje się momentami bardziej ludzka.

„Wojny Alchemiczne” to jedna z lepszych serii, z jakimi się spotkałem. Nie wystarczy, że od pierwszych stron zachwyca i wciąga to dodatkowo zawsze czymś zaskakuje. Świat stworzony przez autora to dla mnie istny fenomen tak różnych od krain pełnych elfów, magów i bestii najróżniejszej maści. To nowatorskie spojrzenie na niewolnictwo, życie oraz nasze jestestwo. Mimo coraz większego odbiegania od tych haseł ogólna forma i przekaz zostają zachowane. Dlatego też ocena ostatniego tomu oraz całej serii będzie taka sama i wyniesie 4+/5.

Tytuł: Wyzwolenie
Cykl: Wojny alchemiczne
Tom: 3
Autor: Ian Tregillis
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Wydawca: SQN
Data wydania: 13 września 2017
Liczba stron: 432
Oprawa: miękka
Format: 135×210 mm
ISBN-13: 978-83-65836-39-7

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz