22 czerwca 2018

Marta Kisiel - Toń

2
Marta Kisiel dała się poznać, jako pisarka nietuzinkowa. Posiadająca wielki dystans do życia i nieograniczone niczym poczucie humoru. Widać to chociażby w „Nomen Omen” jak i również w obu częściach „Dożywocia”. Jednak jej najnowsza książka miała być inna. Wiedziałem to już od samego początku, kiedy na facebooku pojawiła się grafika, która miała zagościć na okładce. Bardziej poważna, stonowana, momentami nawet mroczna. Sam tytuł też zbyt wiele nie mówił. Cała powieść była dla mnie nie lada zagadką, ale jak przystało na starego wyjadacza kreskówek kryminalnych wiedziałem, że muszę ja rozwiązać. Wynikiem tego mojego maleńkiego śledztwa jest oczywiście dzisiejsza recenzja.

Dżusi Stern przyjeżdża do rodzinnego Wrocławia by pomóc siostrze opiekować się mieszkaniem i kotem ciotki, która wyjechała sobie na urlop. Niby zadanie nie wydaje się zbyt trudne, wszystko jednak psuje wizyta tajemniczego antykwariusza. Moment ten staje się początkiem fali wydarzeń, które sprowadzą na siostry ogromne niebezpieczeństwo. Zwłaszcza, że historia rodziny Sternów pełna jest tajemnic, które tylko czekają aż ktoś je odkryje.

Przyznam szczerze, że na samym początku powieść ta jakoś mną nie wstrząsała. Nawet prolog, który miał być taką pierwsza zagadką do rozwikłania olałem i to kompletnie. Poznanie samej Dżusi wyglądającej jak seksbomba z czasopisma zdołował mnie doszczętnie. Nie mam pojęcia, czemu tak było, ale dosłownie modliłem się o to, żeby to nie była ona główną bohaterką. Nie wyglądała mi na kogoś, kto ma zbyt wiele do zaoferowania. Brakuje tylko małego Chihuahua i dostajemy plakat „Legalnej blondynki”. Uwierzcie mi, nadal bije się w pierś, iż tak stereotypowo podszedłem do tematu i nie zawierzyłem ałtorce oraz jej talentowi.

Na powieść tę najlepiej patrzy się z perspektywy całości, ponieważ dopiero wtedy nabiera prawdziwego wydźwięku i barw. Właśnie wtedy zaczniemy rozumieć najwięcej. Wystarczy jednak, że przeczytamy kilka pierwszych rozdziałów i zaczyna nam się klarować niezwykle barwny i ciekawy świat zaprezentowany przez ałtorkę. Niby taki zwykły dobrze nam znany. W końcu akcja dzieje się w jakiejś poniemieckiej kamienicy, w której spotkamy naprawdę dziwnych sąsiadów. I właśnie to lubię najbardziej. Mały promyczek magii zamknięty w szarym pudełku. Jak już wiele razy mówiłem nie jest trudno stworzyć coś od zera. Magiczną krainę rządzącą się swoimi prawami, w których my jesteśmy bogami. Najtrudniej opisać nasze otoczenie. Zwyczajną niczym niewyróżniającą się rzeczywistość i tchnąć w nią życie, kolor, smak, a nawet zapach. Może trochę przesadziłem, ale w książce wole czuć się jak gość oprowadzany po przyjacielsku, a nie członek gigantycznej grupy turystów wsłuchującej się w nudny głos przewodnika. Tym razem zostałem przywitany chlebem i solą.

Ciężko jest określić gatunek tej powieści, ponieważ akcja dzieje się na bardzo wielu frontach. Przede wszystkim to naprawdę dobrze wyważony kryminał, który przez długi czas trzyma w napięciu i namnaża w głowie czytelnika tysiące pytań. Dodatkowo to historia o życiu. Częściowo biografia bohaterów, którzy muszą się zmierzyć ze swoimi demonami przeszłości. Przepełniona bólem i cierpieniem opowieść o rodzinie, z którą wychodzi się najlepiej na zdjęciach, o przyjaźni oraz o tym, co tak naprawdę istotne jest w życiu.

Proszę Was tylko o jedno. Nie myślcie sobie, że to łzawa książka, do której nie powinno się podchodzić bez kilku opakowań chusteczek. W końcu napisała ją Marta Kisiel. Dlatego też nie mogło tutaj zabraknąć tutaj humoru. Jest on jednak subtelniejszy, bardziej ukryty niż ten, który poznałem w poprzednich jej dziełach. Znajdziemy go w samych postaciach, ale dopiero wtedy, gdy zauważymy kontrasty między nimi. Co najlepiej widać na przykładzie chociażby Dżusi i jej siostry Eleonory. Same relacje między siostrami też nieźle mogą czytelnika rozbawić tak jak i zasady narzucone przez ciotkę. Nie wolno zapomnieć o innych bohaterach, którzy też dołożą swoje cztery grosze w tej kwestii. Zwłaszcza, że zostali oni naprawdę dobrze wykreowani. Musicie jednak sami dostrzec, co tak naprawdę trafi do waszych serc.

Sam nie wiem, co mógłbym więcej napisać o tej książce. Jest naprawdę niezwykła. Może nie od początku się do niej przekonałem, ale z czasem pozwoliłem się wciągnąć w nurt opowieści i dosłownie zacząłem tonąć. Jednakże to nie powietrza potrzebowałem, a kolejnych zdań, kolejnych stron, kolejnych rozdziałów. I taka mała niespodzianka. Nie jest to uniwersum wyssane z palca, ponieważ pojawiają się tutaj osoby dobrze nam już znane, a zwłaszcza jedna z nich odgrywa bardzo istotną rolę. Czas jednak przeciąć tę dzisiejszą nić spoilerów i zaprosić serdecznie wszystkich do lektury tego niezwykłego dzieła. Niby różni się ono od poprzednich książek ałtorki, ale jest również powiewem świeżości w jej twórczości. Tak jak Aneta Jadowska zaprezentowała się z innej strony tworząc Magdę Garstkę tak i Marta Kisiel pokazała swoje inne oblicze przy pomocy sióstr Sternówek (obym tylko dobrze odmienił nazwisko). Dlatego dam szczere i niewymuszone 5-/5.

Tytuł: Toń
Autor: Marta Kisiel
Wydawca: Uroboros
Data wydania: 23 maja 2018
Oprawa: miękka
Format: 135×202 mm
ISBN-13: 978-83-280-4515-6
Cena: 39,99 zł

2 komentarze:

  1. Na samym początku też się trochę obawiałam! Te wszystkie opinie, że to w sumie nowa Kisiel, inna Kisiel... A ja lubiłam Kisiel taką, jaką była. Zostałam jednak pozytywnie zaskoczona przez "Toń" i czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że zastanawia mnie w jakim kierunku mogłoby to ruszyć :) może jakaś solowa opowieść o Ramzesie i jego przeszłości :)

      Usuń