29 maja 2018

Maja Lidia Kossakowska - Bramy Światłości Tom 2

0
Czy zdarzyło Wam się kiedyś po przeczytaniu książki zastanawiać się czy to, aby nie jakiś żart na prima aprilis. Muszę przyznać, że dwukrotnie zajrzałem do kalendarza czytając najnowsze dzieło Mai Lidii Kossakowskiej. Dlatego już na początku recenzji informuję wszystkich, że naprawdę trudno było mi ją napisać. Od lat uważam się za wielkiego wielbiciela „Siewcy Wiatru”, który okazał się do tej pory najlepszą częścią serii. Tutaj niestety moje zachwyty uleciały równie szybko, co bociany widząc pierwsze przymrozki.

W drugim tomie „Bram Światłości” znajdujemy dalsze losy ekspedycji do Stref Poza Czasem gdzie Sereda, niezwykła podróżniczka i odkrywczyni wyczuła obecność Pana. Niestety wszyscy członkowie tej wyprawy na własnej skórze przekonują się, że tereny te przepełnione są niebezpieczeństwami najróżniejszej maści. Najbardziej jednak oberwie się samemu Daimonowi, czyli Tańczącemu na Zgliszczach, któremu nawet Gwiazda Zagłady nie pomoże. Jak sami widzicie będą to problemy nie w kij dmuchaj zwłaszcza, że do tej pory wszystkie udało mu się poszatkować swoim niezwyciężonym orężem. Całe szczęście, że nie wie, co się dzieje w Królestwie, bo to już kompletnie by go dobiło. A niestety tam dzieje się równie kiepsko. Gabriel coraz trudniej radzi sobie z odpowiedzialnością, jaka spadła na jego barki. Zwłaszcza, że dodatkowo ma na głowie również dość trudną sytuację w Otchłani. Jeżeli teraz to wszystko rypnie mamy gwarantowany Koniec Świata.

Zanim jednak zacznę marudzić warto wspomnieć o tym, co przyjemne. Autorka jak zawsze zachwyciła mnie swoim niezwykle barwnym językiem oraz umiejętnością kreatorską. Cudowni przy pomocy słów przenosi nas w niezwykle kolorowy i barwny świat, w którym religie pokazują swoje nieznane do tej pory oblicze. Tym razem odchodzimy nieco od hinduskich wierzeń na rzecz Azteckich praktyk religijnych. Mamy niewątpliwą „przyjemność” zapoznać się z rytuałami, panteonem pełnym bóstw o imionach trudnych do wymówienia i ogólnie całą duchową otoczką.

Niestety cała powieść całkowicie zmienia formę. Przestaje to być jeden konkretny nurt oraz obserwowanie wydarzeń budujących napięcie przed kulminacyjnym finałem, ponieważ odchodzimy z czasem od samej ekspedycji. Zostaje ona niestety odsunięta na boczny tor. Całość przeobraża się w opowieść przygodową, która niestety zalatuje nieco goryczą. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie wydawała się ona istnym zapychaczem niewnoszącym nic a nic do samej fabuły. Może z czasem to jakoś się powiąże, ale jak na razie prezentuje się niezwykle słabo.

Teraz nieco słodyczy. Zaraz będzie się Wam wydawać, że wszystkie istoty, które spotkają na swej drodze nasi podróżnicy będą chciały ich zabić albo zjeść, ale na szczęście spotkają również nowych przyjaciół. Najbardziej interesujący wydaje mi się Sinaa o którym nie będę się rozpisywał zbyt wiele, wole żebyście sami go poznali. Mogę jednak powiedzieć, że jest całkowitą odwrotnością Daimona. W tej części poznajemy lepiej również niejakiego Algiviusa, potępionego maga, który dosłownie rozbroił mnie swoim ciętym językiem i wspaniałą osobowością.

Całe szczęście, że autorka postanowiła zrobić małą roszadę, jeżeli chodzi o same postacie. Ciągłe obserwowanie tych samych bohaterów dość szybko mogłoby się znudzić zwłaszcza, że większość z nich jest ciekawa jak obrady sejmu. I właśnie tutaj zaczyna się pojawiać moja kolejna bolączka, ponieważ nie tylko fabuła kuleje, co również budujące ją trybiki. Daimon, Lucyfer, Asmodeusz, Gabriel oraz Razjel stają się cieniami samych siebie, których poznałem w poprzednich tomach. Całkowicie wyprani nie tylko z inteligencji, co również z ogólnie rozumianego jestestwa nie potrafią już mną wstrząsnąć. Spoglądając na nich nie czułem ból i rozgoryczenia. Gdzie się podziali Ci potężni Świetliści oraz przerażający Mroczni. Dla mnie to na chwile obecną zwykłe dupy wołowo. Bez urazy dla szynki.

„Bramy Światłości” Tom 2 to moim zdaniem jedna wielka zagadka. Niby długo oczekiwana, ale moim zdaniem niedopracowana, momentami zbyteczna, aż nazbyt przeładowała informacjami, które zajęły miejsce prawdziwej akcji. Krótko mówiąc jedno wielkie fiasko zwłaszcza, że na koniec podróży i tak musimy jeszcze poczekać. Właśnie tutaj leży cały problem. Gdyby ograniczy całość do dwóch tomów wszystko byłoby w porządku. Pierwszy tom nie był rewelacyjny, ale trzymał poziom, nastrajał. Miałem nadzieję, że będę tu miał powtórkę ze „Zbieracza burz”, w którym zakończenie jest kwintesencją całej opowieści. Tym razem jednak nie ważne jak bardzo autorka będzie się starała zostanie pewnego rodzaju gorzki posmak. Uważam, że lepiej by było zastąpić ten tom zbiorem opowiadań pozwalającym nam lepiej poznać niektórych pobocznych bohaterów oraz Strefę Poza Czasem nawet z perspektywy jej mieszkańców. Tak jak to było z „Żarnami niebios”. Nie zrozumcie mnie źle tamten układ był rewelacyjny.
A teraz chwila szczerości. Nie ważne ile złych słów napisałem i ile żalu wylałem w tych kilkunastu akapitach „Zastępy Anielskie” to naprawdę niezwykłe uniwersum, które ma wiele do zaoferowania nie tylko w postaci dobrze nam znanej zgrai zadufanych w sobie typków. Uwielbiam je i ze szczerego serca oczekuję zakończenia tej historii. Niestety jednak tym razem muszę dać 3-/5.

Tytuł: Bramy Światłości. Tom 2
Cykl: Zastępy anielskie
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Wydawca: Fabryka Słów
Data wydania: 15 lutego 2018
Liczba stron: 544
Oprawa: zintegrowana
Cena: 44,90 zł
ISBN: 978-83-7964-304-2

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz