15 sierpnia 2018

Boku no Hero Academia

0
Ileż to razy w moich recenzjach ganiłem za odświeżanie kotleta. Dzisiaj jednak chciałem spojrzeć na produkcje, które tworzone są na bazie jednego dość często spotykanego schematu. W końcu takich mamy multum zwłaszcza, jeżeli spojrzymy na anime. Ile to razy widzieliśmy rozwój wewnętrzny bohatera oraz niekończące się walki z coraz to silniejszymi przeciwnikami. Przykłady? Naruto, Bleach czy też chyba najgorszy One Punch Man, o starym dobrym Dragon Ballu nawet nie wspomnę. Czasami jednak wychyla się z tego wszystkiego mała perełka. Czymś takim jest właśnie „Boku no Hero Academia”.

Izuku Midoriya na pierwszy rzut oka wydaje się zwykłym chłopcem. Trzeba przyznać, że na drugi i na trzeci również. Jest jednak coś, co go wyróżnia. To brak daru zwanego Quirkiem lub indywidualnością. Niby nic nadzwyczajnego, ale nie łatwo być zwyczajnym w świecie, w którym osiemdziesiąt procent populacji coś potrafi. Nie mówię tu o szydełkowaniu, ale o prawdziwej ponadprzeciętnej mocy. Wielka siła, prędkość czy też inne zdolności są tutaj na porządku dziennym, a bohaterstwo stało się zawodem takim jak mechanik czy hydraulik. Izuku ma jednak pewne marzenie. Pragnie stać się taki jak największy z wielkich, All Might. Niestety z powodu swojej inności nie będzie to proste. Jak to się jednak mówi do odważnych świat należy. Jemu na szczęście nie brakuje ambicji oraz hartu ducha. O tym jednak przekonajcie się sami.

Muszę przyznać, że po obejrzeniu pierwszego sezonu byłem negatywnie nastawiony do tego anime. Uważałem, że to kolejna nawalanka nic niewnosząca do owego gatunku. Może dlatego, że byłem dość świeżo po obejrzeniu "One Punch Mana". Jeszcze mam dreszcze jak tylko o nim pomyślę. Na szczęście byłem dość zdeterminowany. Brakowało mi dobrego serialu, od którego ciężko mi będzie się oderwać. Dlatego postawiłem oglądać dalej i to, co zobaczyłem zaskoczyło mnie i to konkretnie. „Boku no Hero Academia” okazał się powoli rozpędzaną lokomotywa, która spokojnie miażdży wszystkie przeszkody na swojej drodze. Nie wystarczy, że fabuła jest naprawdę dobrze skomponowana to dodatkowo przyciąga wieloma ukrytymi zagadkami. Ciężko powiedzieć, żeby wszystko było tu podane na tacy zwłaszcza, gdy twórcy raz za razem odkrywają kolejne karty.

Dużą zaleta są również bohaterowie. Mimo że strasznie przypominają mi tych z Naruto nawet ze względu na motywacje to jednak mają tutaj coś swojego. Stają się trybikami wielkiej machiny. Nie wyobrażam sobie żeby kogoś miało tu zabraknąć. Świetnie się, bowiem uzupełniają nie tylko ze względu na zdolności, ale również charaktery. Właśnie, dlatego lubię takie seriale. Pełno tu postaci, z którymi można się uosobić. Nawet z nieco narwanym i strasznie brutalnym Bakugou.

Skoro już tutaj jesteśmy warto wspomnieć o pewnej rzeczy. Dobrze widoczne jest tutaj zainspirowanie się amerykańskimi superbohaterami, którzy w ostatnim czasie stali się bardzo modni. Najlepszym tego przykładem jest All Might, który wyróżnia się na tle całej reszty. Nie tylko ze względu na dość prosty w porównaniu do innych kostium, ale również kreskę. Bardziej mi ona przypomina te zagraniczne komiksy, w których połowa twarzy bohatera jest zaciemniona. Nie wiem czy wy na takie trafiliście, ale miałem kiedyś taki jeden z Supermanem. Oj chyba dość kiepski argument zaprezentowałem, ale to naprawdę widać, co nakręcało twórców.

Chwała im również za to, że nie zrobili z tego konkretnej nawalanki, mimo że starcia z oprychami trafiają się dość często. Wielu uwagi poświęcono również znaczeniu inteligencji w walce z przeciwnikiem. Każdy krok, każde uderzenie musi być dobrze przemyślane, ponieważ nawet najmniejszy błąd może oznaczać przegraną. I dlatego tak bardzo lubię Izuku, który swoją pomysłowością oraz odwagą nadrabia brak odpowiednich umiejętności.

Zanim jednak zakończę te moje dzisiejsze wywody chciałbym wszystkich ostrzec, których może zmylić dość słodki wygląd niektórych postaci. Nigdy a to przenigdy nie mylcie anime z bajkami. Mimo cudownych kolorów produkcje tego typu nie nadają się dla młodszego widza. Pełno tu brutalności, a czasem nawet sporo krwi (dalsze sezony). Najbardziej jednak przerażająco prezentują się antagoniści. Zwłaszcza Ci najbardziej znaczący. Nie tylko ze względu na aparycję, ale również ich przekonania. Spoglądając czasem na nich zastanawiałem się czy nie trafiłem na jakiś animowany horror.

„Boku no Hero Academia” to znakomity przykład tego, że można coś starego i niby wyeksploatowanego zaprezentować w nowy lepszy sposób. Serial ten jest naprawdę znakomity. Dopracowany, ciekawy z bardzo rozbudowaną fabułą potrafiącą trzymać w napięciu. Jeżeli do tego dorzucimy znakomicie wykreowane postacie z bardzo różnorodnymi umiejętnościami to dostajemy prawie ideał. Teraz jestem gdzieś w połowie trzeciego sezonu, ale szczerze mogę całość ocenić na dobre i mocne 4+/5.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz