23 czerwca 2019

Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda

6
„Jeśli sądzisz, że w dobie komputerów sztuka czytania zanikła, zwłaszcza wśród dzieci, to niezawodny znak, że jesteś MUGOLEM!” Tego cytatu chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Zwłaszcza osobom, które na twórczości J.K. Rowling się wychowały. Może nie całej twórczości, ale na pewno jednej serii, która przyniosła jej międzynarodową sławę. Mowa tu oczywiście o przygodach Harry’ego Pottera. Wszystkie tomy mam już dawno za sobą, ale jakiś czas temu świat ten ponownie zaczął czarować i to na wielkim ekranie. Wszystko za sprawą „Magicznych zwierząt” wyreżyserowanych przez Davida Yates’a. Chciałbym tutaj napisać, że z nieukrywaną przyjemnością przedstawiam Wam drugą część tej niezwykłej historii zatytułowanej „Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda”, ale musiałbym Was oszukać.

Zacznijmy od tego, że Gellert Grindelwald (Johnny Depp) ucieka z więzienia by wprowadzić w życie swój potworny plan. Jego śladem wyrusza młody magizoolog Newt Scamander (Eddie Redmayne). Na swojej drodze spotka on starych przyjaciół oraz nowych wrogów, a przygody, które go czekają zaskoczą wszystkich.

Najbardziej widzów. Niestety nie będzie to pozytywne zaskoczenie. Już pędzę z tłumaczeniem. Zanim jednak to zrobię mała prośba to J.K. Rowling. Proszę zatrudnić kogoś od scenariuszy. Błagam. Owa historia ma naprawdę wielki potencjał. Pozwala ona młodemu pokoleniu przenieść się w magiczny świat, który dla mnie niegdyś był codziennością. Każdego dnia wracając ze szkoły pozwalałem się mu pochłonąć i to doszczętnie. Z przykrością muszę stwierdzić, że to co teraz dostajemy to marny cień przeszłości. Tutaj przydałaby się melodia z marszu żałobnego.

To bardzo smutne, ale autorka (odpowiedzialna tutaj za scenariusz) stara się przekazać widzowi zbyt dużo. Mamy tu mnóstwo postaci, które nie mają czasu zabłysnąć. Daje im kilkuminutowe epizodziki i to rozdzielone na kilka części, przez co wydawało mi się czasem, że przysnąłem i pominąłem jakiś fragment filmu. Ogólnie akcja jest tutaj zbyt szybka. Rozumiem, że magowie przemieszczają się między miejscami z ogromną prędkością, ale mój mózg chyba czasem tego nie zarejestrował. Nie zrozumcie mnie źle. Taka ilość informacji nie jest zła o ile znajduje się w książce mającej nie mniej niż tysiąc stron. Tutaj to zwykłe cierpienie dla widza. Najgorzej jednak będą mieli chyba Ci, dla których uniwersum to jest czymś nowym. Wiele wątków będzie dla nich niejasnych, chociaż starzy wyjadacze jakoś powinni sobie z tym poradzić. Zwłaszcza Ci, którzy pałają do przygód Harry’ego Pottera prawie rodzicielską miłością.

Kolejną wadą jest nieprawidłowy tytuł. Brzmi to dziwnie, ale zwierząt mamy tutaj jak na lekarstwo. Pojawiają się może trzy góra cztery nowe gatunki i to też w większości opowiedziane po łepkach. Nie tak sobie to wyobrażałem. Pragnąłem poznać magów innych narodowości, inne kraje zobaczyć na własne oczy jak wygląda ten świat oraz żyjące w nim stworzenia. Niestety tym razem też zostaliśmy ograniczeni do jednego tylko miasta oraz kilku niezwykłych okazów. Aż żal serce ściska.

Dodatkowo historia ta jest o wiele bardziej mroczna niż poprzednie. Brak tu koloru, humoru wszystkiego tego, co sprawiało, że oglądając poprzednią część poczułem się jak dziecko. Wszystko kręci się dodatkowo wokół Grindelwalda, który Lordowi Voldemortowi mógłby buty czyścić. Na serio nie jest on w ogóle straszny. Jakoś Johnny Depp mimo dobrych chęci, w końcu jest świetnym aktorem nie spisał się tutaj. Nie wiem czy to wina jego czy też twórców, ale Ralph Fiennes budził większy respekt i nie chodzi mi tu tylko o jego aparycję.

Nie wiem czy to wszystkie wady, ale więcej mi do głowy nie przychodzi. Dlatego wspomnę, co nieco o zaletach, bo te również tutaj znajdziemy. Do największych zaliczymy przepiękne efekty specjalne. Przeurocza i niezwykle fantazyjna piwnica Newta będąca chyba większą wersją jego walizki oraz te kilka stworzonek, które tu dostaliśmy. Małe niuchacze są przesłodkie, a Zouwu powalił mnie na kolana. Dodatkowo niezwykle płynne teleportacje oraz zaklęcia. No i powrót do Hogwartu.

Skoro już o tym mowa mamy tutaj możliwość spotkania młodego, a raczej młodszego, bo nie zapuścił jeszcze brody, Albusa Dumbledore’a w którego wcielił się rewelacyjny moim zdaniem Jude Law. Niestety jego skrzydła również zostały podcięte, stał się, bowiem dość epizodycznym bohaterem. Mam nadzieję, że w następnej części powstanie niczym feniks z popiołów. Rewelacyjną grę „ciałem” zaprezentował też Eddie Redmayne, ale po nim niema, co się dziwić. Szkoda tylko, że z dialogami u niego trochę krucho.

Mimo tych wszystkich wad moim zdaniem warto obejrzeć „Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda”. To dalsza część tak dobrze znanej wielu osobom historii, przepełniona magią oraz wszystkim tym, co pamiętamy z dzieciństwa. Ciężko mi jednak określić dokładniej, dla kogo została stworzona. Dzieci na ten film w życiu bym nie puścił. Za mało tu momentów, które mogłyby je zainteresować. Spokojnie mogę to porównać do „Więźnia Azkabanu”, który stał się taką granicą między dzieciństwem, a dorosłością. Bardzo mnie to boli, bo liczyłem, że będzie to kino familijne, w którym każdy niezależnie od wieku znajdzie coś dla siebie. Dlatego niestety ocena będzie dość niska, 3/5 to maks, jaki mogę dać.

6 komentarzy:

  1. Również nie byłam zachwycona tą częścią, ale i tak z niecierpliwością czekam na kontynuację. Po obejrzeniu miałam wiele "ale", jednak sentyment do serii, muzyka oraz świetna kreacja Newta mnie kupiły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Newt jest tam chyba najmocniejszą postacią ale nie miał szansy zabłysnąć niestety.

      Usuń
  2. Oglądałam w okolicach premiery, więc już jakiś czas temu, ale moje odczucia są bardzo podobne do Twoich i choć ogólnie zapamiętałam drugą część jako dobry film, to teraz znów wróciły do mnie te wady (chociażby ten brak zwierząt). Ciekawe w którą stronę pójdą twórcy w trzeciej części, w jeszcze większy mrok, a może jednak te zwierzęta? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się wydaje, że w trzeciej odsłonie zaprezentują bardziej Dumbledore'a chociaż mam nadzieje, że się mylę. I do tego jeszcze więcej mroku.

      Usuń
  3. Byłam na tym filmie z bratem lat 11 i chociaż dzień wcześniej oglądaliśmy poprzednią część, to po prostu wielu rzeczy nie ogarniał - jak piszesz, film jest po prostu przeładowany informacjami. Na dodatek mam wrażenie, że tórcy po prostu się gubią i jest to nieco niespójne z resztą uniwersum (w którym i tak są luki). Mam bardzo mieszane uczucia - w końcu były chwile kiedy film naprawdę bardzo mi się podobał (i świetnie wyglądał), ale w ostatecznym rozrachunku wypada średnio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety chociaż szczerze liczę że ostatnia cześć sporo wyjaśni ale nie pokładam w nią zbyt wielkich nadziei. Twórcom po prostu brak pomysłu na ten film moim zdaniem. Co jednak najgorsze również autorce.

      Usuń