15 grudnia 2017

Młodzi Tytani: Zdradziecki pakt

0
Od dłuższego czasu zastanawiam się nad tym czy ekranizacje komiksów nie powinny zachować swojej pierwotnej formy. Chodzi mi o to czy nie powinny zostać na trwałe rysunkowe. Już wielokrotnie czy to Marvel czy też DC przejechały się na tym, że chciały po prostu za dużo przedstawić. Ich aktorskie produkcje niejednokrotnie okazywały się nie tym, czego wszyscy się spodziewali. Akurat Ci drudzy ostatnio nie mieli łatwego żywota jednakże ich historie ratują pełnometrażowe produkcje animowane. Właśnie o jednej z przyjemnością Wam dzisiaj opowiem. Jej tytuł brzmi „Młodzi Tytani: Zdradziecki pakt”.

Młodzi Tytani to grupa nastoletnich superboahaterów, którzy równie dobrze, co Liga Sprawiedliwych radzą sobie z przestępcami najróżniejszej maści. Niestety czasem trafiają na przeciwników, którzy stają się dla nich solą w oku zwłaszcza, gdy wewnątrz zespołu dochodzi do tarć. W końcu w takiej grupie najważniejsze jest zaufanie.

Wiem, to nie jest opis fabuły, bo tak naprawdę jest ona zbyt rozbudowana żeby zwięźle ją ogarnąć. I ostatecznie każda tego typu produkcja budowana jest podobnie. Mamy grupę bohaterów oraz przestępcę, którego trzeba powstrzymać. Nic nowatorskiego. Jednakże twórcy podeszli tutaj do tematu w sposób dość ciekawy. Pokazują wady bycia Super, które bardzo często wiążą się z odrzuceniem, samotnością i wewnętrznymi rozterkami. Zobaczymy również jak łatwa jest manipulacja kimś, kto upadł na samo dno i ile warta jest przyjaźń.

To jest właśnie w tej produkcji rewelacyjne. To nie tylko film o nawalaniu się po pyskach, ale sposób na przedstawienie nastoletniego świata. W końcu to okres pierwszych miłości, burzy hormonów oraz próba wpasowania się w nowe środowisko. Czasem to właśnie im najtrudniej jest sobie radzić z byciem innym. Niejednokrotnie udają kogoś, kim nie są tylko po to żeby czuć, że są częścią czegoś większego.
Nigdy nie pozwolę na nazwanie tego filmu bajką. Określenie to bardziej pasuje mi do tworów kierowanych tylko na rozrywkę i rozbawianie małoletniego widza. Nie ważne, że ma on formę rysunkową skoro potrafi przekazać więcej niż niejeden wielomilionowy hollywoodzki twór.

Sama historia jest naprawdę dobrze dopracowana i niezwykle rozbudowana. Mamy tutaj kilka zapętlających się wątków, które nawet na chwile nie dadzą widzowi odetchnąć. Mnóstwo tu nieoczekiwanych zwrotów akcji oraz postaci, których nie sposób nie lubić. Sama kreska też nie jest zła, chociaż muszę przyznać, że w kilku scenach zauważyłem pewne niedociągnięcia. Twórcy skupiając się na pierwszym planie zapominali o tle, przez co niektóre osoby wyglądały jak ulepione z gliny. Niedopracowane z rozmazanymi rysami twarzy oraz głupkowatymi minami. Nie przeszkadzało mi to jednak w pogłębianiu się w tę niezwykła opowieść.

Bajką nie nazwałbym tego filmu z jeszcze jednego powodu. Spory nacisk jest kładziony na ukazanie seksualności bohaterek, ich kobiecości. Najlepiej widać to na przykładzie Koriander (Gwiazdki), chociaż trzeba przyznać, że niema chyba brzydkich kobiet w DC.

„Młodzi Tytani: Zdradziecki pakt” niczym nie odstają od innych tego typu produkcji, które już od lat trafiają w nasze ręce. Szkoda jednak, że nie zostają one bardziej docenione. Z tego, co się orientuje nie często trafiają na wielki ekran. Co moim zdaniem jest wielkim błędem, bo niejednokrotnie przewyższają fabularnie niejeden film. Dlatego też stawiam sobie za cel przedstawić Wam inne animowane produkcje ze stajni DC. Spodziewajcie się kolejnych recenzji. Jednakże zanim to nastanie pora na ocenę, która wyniesie 4/5. Obrywa głównie za niedopracowaną kreskę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz