wtorek, 21 kwietnia 2015

Marta Kisiel - Nomen Omen

Wiecie, co? Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek to powiem, ale fantastyka zaczyna mnie nudzić. Nie chodzi mi o gatunek, bo jego uwielbiam, ale o książki. Brakuje w nich oryginalności, polotu, jakiegoś dobrego pomysłu i zaskakującej fabuły. Coraz częściej zauważam schematyczność powtarzającą się jak pory roku. Nie ma nic bardziej denerwującego. Dlatego też zapragnąłem czegoś nowego. Czegoś niesamowitego. I nie uwierzycie. Dostałem to w wypożyczalni dla dzieci i młodzieży w mojej bibliotece. Miejsce może dziwne, ale nie raz przekonałem się, że są tam znakomite pozycje dla każdego, niezależnie od wieku. Najlepszym tego przykładem jest „Nomen Omen” Marty Kisiel, o którym dzisiaj Wam opowiem.

Muszę przyznać, że na takie połączenie niepasujących do siebie charakterów w jednej książce nigdy nie trafiłem. Zastanówmy się, kogo tu znajdziemy. Sama główna bohaterka Salomeia Klementyna Przygoda wysoka, rudowłosa piękność, która może podobać się facetom, ukrywa się w swojej szarej skorupie i ucieka od, krótko mówiąc, nienormalnej rodziny. Jej brat Niedaś, prawidłowo Adam Joachim (ciekawe, co rodzice wąchali, że takie imiona im dali) całkowity leń i szkodnik społeczny nieznający czegoś takiego jak prywatność. Mamusia nie lepsza. Hipiska, o ile dobrze zrozumiałem, pragnąca rozbudzić w córce najskrytsze żądze. Do tego dostajemy trzy siostry ksero (trojaczki) podobne do siebie tylko z wyglądu. Całość dopełnia dość gadatliwa papuga uwielbiająca wafelki, chociaż pod tym względem to jej się nie dziwię. Chyba kogoś ominąłem, ale nie ma potrzeby zdradzać wszystkiego.

Teraz muszę się trochę uspokoić, bo nadal mnie nosi jak tylko pomyśle o tej książce. Na fabułę nie mam, co marudzić. Już od samego początku zaskakuje i wciąga. To fantastyczne połączenie książki przygodowej z elementami fantastycznymi. Co ciekawe, rzeczy niesamowite zostały idealne wplątane w życie codzienne. Stały się jedną spójną całością. Nie są ciężarem, lecz pasami, dzięki którym łatwiej utrzymać równowagę na tym czytelniczym rollercoasterze.

Kocham Martę Kisiel. Kurcze, dziwnie wyznaje się miłość w recenzji, ale przyznać muszę, że dawno tak dobrze się nie bawiłem. Inaczej tego nie nazwę jak zabawą. Odkrywaniem nowych skarbów ukrytych między stronami. Stronami przesiąkniętymi na wskroś humorem i to czystym, prawdziwym. Nie jakimś sprośnym i nieprzyzwoitym, lecz takim, który rozbawi tak samo mocno Jasia, co i Jana. To jedna z tych pozycji, które można czytać niezależnie od wieku.

Z tego, co na razie opisuje wydaje Wam się pewnie, że cała historia jest przesłodzona. Śmiejemy się bez przerwy i radujemy jakby święta przyszły. Spokojnie nie zemdli Was. Skąd ta pewność? Znajdziemy tu dość mroczny wątek sięgający jeszcze czasów wojny, w który bohaterowie zostają nagle wplątani. To on właśnie przełamuje tę słodycz dodając odrobinę goryczy. Coś w stylu ostrej papryczki dodanej do czekolady. Właśnie dzięki takim cudom apetyt na podobne historie tylko wzrasta. Teraz już wiecie jak zostać literackimi łasuchami.

Koniec tego dobrego. Najwyższa pora zakończyć. Nie ma sensu ponownie wychwalać oryginalności, dowcipu czy też innych elementów, bo wydaje mi się, że zrobiłem to wystarczająco na początku recenzji. Chce jednak ze szczerym sercem polecić te pozycję każdemu. Dosłownie każdemu. Małemu, dużemu, młodemu czy staremu. „Nomen Omen” jest właśnie dla Was. Mam tylko szczerą nadzieje, iż następna książka Marty Kisiel będzie równie dobra. Moja ocena to 5+/5.

Tytuł: Nomen Omen
Autor: Marta Kisiel
Wydawca: Uroboros
Data wydania: 5 lutego 2014
Liczba stron: 336
Oprawa: miękka
Format: 135 x 202 mm
ISBN-13: 978-83-2800-837-3
Cena: 29,90 zł

Drogi czytelniku zanim skomentujesz zapoznaj się z niniejszymi punktami.
1. Proszę o nieumieszczanie w komentarzach linków do waszych blogów.
2. Pisanie recenzji trochę zajmuję więc byłoby miło gdyby nie pojawiały się komentarze w stylu "Fajna recenzja. Zapraszam do mnie."
3. Nie musicie mnie zapraszać do siebie. Jeżeli w profilu na bloggerze jest adres do Waszego bloga na pewno Was odwiedzę.
4. Ostrzegam, iż wszelakie treści wulgarne bądź obraźliwe będą usuwane.

12 komentarzy:

  1. O proszę :D. Właśnie zastanawiałam się, czy warto ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze się zastanawiasz :P jasne że warto a nawet trzeba :) to nasze, dobre, polskie :) jak jabłka :P

      Usuń
    2. Też miałam ten problem- czytać/ nie czytać. Ale najwidoczniej warto tę książkę przeczytać.

      Usuń
    3. Z tym problemem chyba każdy mól zmierza się regularnie :)

      Usuń
  2. Ta książka leży u mnie nie wiem od kiedy i jakoś nie potrafiłam się za nią zabrać. Chyba czas to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwyższa pora :) zwłaszcza że gruba nie jest czyta się ją raz dwa :)

      Usuń
  3. Woooooooooooooooooooo ale zes mnei zaskoczyl!!! Coś czuje, że to naprawde moze byc dobra ksiazka - taka niby dla dzieci a my tez sie dorosli zadowolimy. Czytalam jzu pare takich i musze przyznac ze sa przecudnym przerywnikiem. Cos mi sie zdaje ze dzieciece moliki otrzymaly pozycje obowiązkowa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest jedna z lepszych książek jakie w ostatnim czasie czytałem :) nie tylko one :P

      Usuń
  4. Też często mam tak, że fantastyka zaczyna mnie nudzić, ale wtedy zabieram się za jakieś pozycje z "100 książek BBC" albo za którąś z polecanych pozycji ;)
    Ta wydaje się bardzo ciekawa, sama uwielbiam książki skierowane do młodszych czytelników!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry pomysł zwłaszcza że widziałem tam kilka pozycji z klasyki za które powinienem się wziąć :)

      Usuń
  5. Niedas o ile pamietam to byla ksywa, a sam osobnik mial na imie Adam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuje bardzo za uwagę :) już poprawiam :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...