sobota, 18 października 2014

Michaił Bułhakow - Mistrz i Małgorzata

Po udanym przeczytaniu „Dumy i uprzedzenia”, postanowiłem poszerzyć trochę moje literackie horyzonty i wziąć się za klasykę. Kwestią czasu było, kiedy wpadnie mi w ręce „Mistrz i Małgorzata” Michaiła Bułhakowa. Czemu? Pozycja ta ma gigantyczne grono wielbicieli i nie zdarzyło mi się przeczytać o niej czegoś złego. Widząc jednak, okładkę Rebisowego wydania, nie miałem innego wyjścia jak zabrać ją ze sobą do domu. Te kocie oczy hipnotyzowały mnie tak samo jak i cała powieść.

W tym momencie powinienem opisać fabułę. Niestety, zadanie to jest prawie niewykonalne, ponieważ próba opowiedzenia najważniejszych wydarzeń, zdradzi zbyt wiele informacji. Coś tam jednak opiszę. Wszystko dzieje się w Moskwie, gdzieś w latach trzydziestych. Berlioz będący przewodniczącym organizacji literackiej MASSOLIT spotyka się wraz z poetą Iwanem Bezdomnym w Patriarszych Prudach, gdzie prowadzą dysputę na tematy religijne. Rozmowę przerywa im tajemniczy nieznajomy, który zaczyna opowiadać historię niejakiego Jeszui, który został niewinnie skazany przez Poncjusza Piłata. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że był tam osobiście obecny, a wydarzenie to miało miejsce setki lat temu. Jak to możliwe? Czort jeden wie. Co dziwniejsze udaje mu się również, przepowiedzieć śmierć Berlioza. Od tego momentu wszystko zaczyna lecieć na łeb na szyję. Zwłaszcza za sprawą pewnego czarnoksiężnika, kota grającego w szachy i chodzącego jak człowiek, kilku wariatów oraz całej masy niezwykłych osobistości.

„Mistrz i Małgorzata” jest pozycją niezwykłą, głównie, dlatego że to tak naprawdę książka w książce. Moskiewskie wydarzenia przeplatane są z jerozolimskimi, w których poznajemy Poncjusza Piłata oraz jego wewnętrzne rozważania. Najbardziej można porównać ją do matrioszki. No wiecie, tą rosyjską zabawką. Kiedy już uważacie, że doszliście do jej wnętrza Waszym oczom ukazuje się kolejna laleczka. Podobnie jest tutaj. Interpretacji tego dzieła może być tyle, ile jest osób, które wezmą ją do ręki. Zwłaszcza apokryficznej wersji ukrzyżowania Jezusa. Wszystko, moim zdaniem, zależy od wieku czytelnika, jego przeżyć oraz kilku innych czynników, o których nie będę jednak wspominał. Osoby starsze żyjące w tamtych czasach zobaczą realizm opowieści, a młodszych rozbawią gagi dosłownie z piekła rodem.

Czytając tę historię nie miałem, co liczyć na nagłe zwroty akcji. Całość prowadzona jest dość monotonnym rytmem. No dobra czasem autor dodawał jakieś niezwykle wydarzenia, chociażby Bal Stu Królów. Nie nużyło mnie to jednak, głównie, dlatego że świat fikcyjny tak świetnie łączył się z realiami epoki.

Sami bohaterowie nie są jednowymiarowi. „Nie taki diabeł straszny, jak go malują”. Przysłowie to świetnie się tutaj sprawdza, ponieważ Woland tak naprawdę nic złego nie robi. Pokazuje tylko ludziom ich słabostki i mankamenty. Tak jest w całej powieści. Autor chciał pokazać ludzi, jako złodziei, kłamców, sprzedawczyków oraz czort jeden wie, kogo jeszcze. Nie dziwmy się. Lata trzydzieste w Moskwie nie były łatwe, zwłaszcza dla artystów. Większość utworów musiała przejść przez ręce kilkunastu cenzorów, którzy usuwali to, co mogło nie spodobać się aktualnej władzy. Bułhakow sam się o tym przekonał. Dlatego też w książce znajdziemy fragment jego biografii przepięknie wkomponowanej w opowieść.

Jak sami widzicie ciężko ją określić jednoznacznie. Nie wiem, czy dobrze interpretuje zamierzenia autora, ale wydaje mi się, że to jest trochę jak z dawnymi bajkami, które miały za zadanie ośmieszyć ludzi, a dokładniej ich wady. Podobnie jest tutaj, ale w sposób bardzo subtelny i nie zawsze zauważony na pierwszy rzut oka. Wydaje mi się, że aby zrozumieć całe dzieło, trzeba by było je przeczytać kilka razy i to najlepiej na różnych etapach naszego życia. To, czego dzisiaj nie zauważymy, może dostrzeżemy będąc bardziej doświadczonymi przez los.

Wydaje mi się, że trochę chaotycznie napisałem tę recenzję. Wspominałem trochę o tym, trochę o tamtym. Sam jednak nie wiedziałem jak ubrać w słowa to, co myślę o tej powieści. Nie dziwię się jednak, że ludzie tak ją chwalą. Bardzo różni się od tego, co teraz czytamy. Ciężko mi określić, w jaki sposób, ale autor przeniósł nas do całkowicie nowego świata literackiego. Trafiliśmy do szkatułki pełnej szufladek, w których ukryte są najróżniejsze opowieści i morały. To, co dla jednego jest cenne, dla innego będzie zwykłym śmieciem. Polecam ją wszystkim, bo to obowiązkowa lektura dla każdego, kto ceni dobrą książkę. Moja ocena to 5/5.

Tytuł: Mistrz i Małgorzata (Мастер и Маргарита)
Autor: Michaił Bułhakow
Tłumaczenie: Andrzej Drawicz
Wydawca: Rebis
Data wydania: 10 kwietnia 2012
Liczba stron: 528
Oprawa: twarda
Format: 128x197 mm
ISBN-13: 978-83-7510-854-5
Cena: 39,90 zł

Drogi czytelniku zanim skomentujesz zapoznaj się z niniejszymi punktami.
1. Proszę o nieumieszczanie w komentarzach linków do waszych blogów.
2. Pisanie recenzji trochę zajmuję więc byłoby miło gdyby nie pojawiały się komentarze w stylu "Fajna recenzja. Zapraszam do mnie."
3. Nie musicie mnie zapraszać do siebie. Jeżeli w profilu na bloggerze jest adres do Waszego bloga na pewno Was odwiedzę.
4. Ostrzegam, iż wszelakie treści wulgarne bądź obraźliwe będą usuwane.

2 komentarze:

  1. Planowałam odłożyć sobie tę książkę na nieco później, jednak coraz częściej nachodzi mnie myśl, by w końcu ją przeczytać. I chęć ta wzrasta z każdą jej recenzją, którą przeczytałam. Chyba już niedługo ulegnę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ulegaj :) ja długo do niej dochodziłem ale teraz żałuje że tak późno ją przeczytałem :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...