24 marca 2020

Pokémon: Detektyw Pikachu

3
Pokemony to jeden z tych elementów dzieciństwa, który na zawsze zostanie w mojej pamięci. Nie tylko ze względu na najlepszą jak na tamte czasy animację, ale również na całą otoczkę i wszechogarniający wszystkie dzieciaki bzik na punkcie tych kieszonkowych potworków. Sam zbierałem naklejki, żetony i co tam tylko było. Ja jednak zatrzymałem się tylko na tej pierwszej serii z podstawowym składem, ale i tak ciepło ją wspominam. Dlatego też, gdy tylko usłyszałem o aktorskim filmie z tego świata moje serducho zabiło dużo szybciej. Zwłaszcza, że miał się nimi zająć reżyser znany chociażby z „Rybek z ferajny” czy też „Szeregowca Dolota”.

Harry Goodman (Ryan Reynolds) jest prywatnym detektywem. W czasie jednej ze spraw znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Po jakimś czasie jego syn Tim (Justice Smith) stara się rozwiązać tę zagadkę zwłaszcza, że trafia na pokemona swojego ojca, który co najdziwniejsze mówi ludzkim głosem.

Trudno mi jednoznacznie określić czy ten film jest dobry czy zły. Spodziewałem się szczerze czegoś całkowicie innego. Największy feler to sama fabuła. Jak wskazuje tytuł będziemy mieli tu detektywa wiec pierwsze, co się nasuwa to jakąś sprawa kryminalna, a tu klops. Bardziej zagadkowe są już tak naprawdę przygody Scooby Doo. Tam, chociaż to wszystko jakoś wygląda. Nawet szukanie poszlak jest tam o wiele ciekawsze, a co dopiero łapanie oprychów. Tutaj wszystko przychodzi zbyt łatwo.

Gra aktorska też nie jest na najwyższym poziomie i nie wiem, kto tu jest winien. Czy to dubbing, który nie potrafił odpowiednio oddać emocji czy też twórcy, który nie mieli pomysłu na postacie? Bill Nighy nie jest w jest przecież złym aktorem, a tutaj był nudny jak flaki z olejem, a pobudki nim kierujące były dla mnie od czapy. Może się tu również kłaniać mój wiek oraz brak znajomości pozostałych serii, ale całość dla mnie jakoś nie współgrała.

Jednak nawet ja jestem w stanie dostrzec dość nieudane próby oddania pełnego charakteru animacji. Dostajemy, bowiem tylko świat, w którym ludzie żyją razem z pokemonami i to tyle. Jedno rzucenie pokeballem czy też jedna i jedyna walka to tyle, co nic. Brakuje mi tu wielu innych symboli charakterystycznych dla tego świata. Może nie tyle symboli, co osób takich jak oficer Jenny, siostra Joy czy też sam Zespół R. Nie wiem, dlaczego, ale bez nich film ten wydawał mi się taki niepełny. Nie mogłem odczuć, że to świat znany z moich dziecięcych lat. Zwłaszcza, iż same pokemony zbyt wiele tu nie wnosiły. Były tylko tłem. Gdyby zastąpiło się je ludźmi to film ten nic by nie stracił. Czasami wydawało mi się, że ich obecność była tylko pokazem możliwości ludzi odpowiedzialnych za efekty komputerowe.

Oni spisali się naprawdę dobrze. Nie interweniowali, aż nazbyt w wyglądy stworków, czego bardzo się obawiałem. Mogli nadać im bardzo realistyczny wygląd, przez co stałyby się karykaturami samych siebie. Dobrym przykładem takich manewrów był Sonic w pierwszym trailerze. Na szczęście poszli w kierunku naturalności oraz tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni.

Ja osobiście mam skrajne uczucia. Miło było popatrzeć na świat, w którym pokemony były nie tylko częścią ekosystemu, ale również na równi z ludźmi pracowały nad dobrem wszystkich. Ale to tyle. Nic więcej z tego nie wyniosłem. Miło było poczuć się tak jak przed laty obserwując tą cała historię. Kit z tym, że inni byli bohaterowie to jednak dzieciak ukryty we mnie aż podskoczył z radości, ale co z tego, jeżeli czułem potem niedosyt. Może godzina czterdzieści to zbyt mało czasu żeby odpowiednio wszystko pokazać albo to kolejny przykład przerostu formy nad treścią. Zabrakło mi tu oryginalności, polotu oraz finezji kogoś, kto na tej historii żeby sobie stępił. Rob Letterman jest reżyserem naprawdę dobrym, ale może lepszy byłby tu ktoś z kraju kwitnącej wiśni. Tam pokemony są czymś więcej niż tylko postaciami z kreskówki. Wiem, że może się to komuś nie spodobać, co teraz piszę, ale nie chcę żeby ktoś mnie posądził o rasizm albo coś w tym stylu. Brakuje mi jednak w tym filmie serce oraz ducha znanego chociażby z animacji. Przekonajcie się jednak sami, bo nowemu pokoleniu może to przypaść do gustu i otworzy drogę na nowe możliwości. Może chętniej obejrzą również i te stare produkcje. Ja oceniam go na 3+/5.

3 komentarze:

  1. A mi się ten film podobał :D Może nie był idealny, ale przed seansem miałam duże obawy, więc byłam miło zaskoczona, że produkcja nie wypadła tak źle, jak sądzilam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to nie jest zły film. Młode pokolenie będzie nim pewnie zachwycone tak samo jak staży wyjadacze. Może dla mnie ten świat jest już zbyt obcy. W końcu tyle generacji już wyszło a ja się tak mocno trzymam tej pierwszej.

      Usuń
  2. A ja jeszcze go nie widziałam i z pewnością to nadrobię. Jestem ciekawa jakie na mnie wrażenia wywrze. :)

    OdpowiedzUsuń