wtorek, 6 maja 2014

Michael Grant - Faza pierwsza: Niepokój

W ostatnim czasie zauważyłem, iż wielu autorów, zwłaszcza literatury młodzieżowej, lubi stawiać swoich bohaterów przed bardzo ciężkimi wyzwaniami. Tworzą im takie małe apokalipsy. Tak było w „Domu pod Pękniętym Niebem” Marcina Mortki, czy też w serii „Jutro” Johna Marsdena. Podobny wątek znajdziemy w cyklu „Gone: Zniknęli” Michaela Granta. Na pierwszy tom musiałem dość sporo czekać. Jakoś inni czytelnicy nie byli skorzy do rozstania się z nim i oddania do biblioteki. Moja cierpliwość została jednak nagrodzona, gdy pewnego dnia wpadła w moje ręce „Faza pierwsza. Niepokój”.

Wielu młodych ludzi. Mowa oczywiście o takich, którzy nie ukończyli jeszcze osiemnastego roku życia. Chociaż lepiej by było, wziąć pod uwagę tych w wieku piętnastu lat i poniżej, ponieważ oni nie raz pewnie marzyli o tym żeby rodziców nie było. Nikt nie kazałby im się uczyć, wcześnie chodzić spać, jeść warzyw. Mogłoby się wydawać, że takie życie to raj. Nic jednak bardziej mylnego.

Sam jest zwykłym chłopakiem, wychowywanym samotnie przez mamę. Wielu uważa go za bohatera, ponieważ uratował pasażerów autobusu, którego kierowca nagle zasłabł. On jednak pragnie żyć jak każdy inny dzieciak. Surfować wraz ze swoim najlepszym przyjacielem i niczym się nie martwić. Życie nie jest jednak łaskawe. W czasie lekcji historii zauważa, nagłe wyparowanie nauczyciela. Z czasem okazuje się, że nie jest to pojedynczy przypadek. Wszyscy mający piętnaście lat i więcej zniknęli. Teraz miasteczkiem rządzi dzieciarnia. Nie jest to jednak takie piękne jak mogłoby się wydawać. W wielu domach odkręcony gaz zagraża samotnie przebywającym tam pociechom. Co z przedszkolem? Najmłodsi nie dadzą sobie rady sami. Na szczęście pojawia się Caine Soren z Coates Academy, czyli szkoły dla dość trudnej młodzieży. Ma plan jak dać sobie radę w tej sytuacji. Wielu widzi w nim zbawcę, on chce jednak przejąć władzę zastraszaniem i twardą ręką. Posiada moc. Tak samo jak kilku innych z jego otoczenia. Nikt nie wie skąd ona się wzięła, daje jednak wiele możliwości, lecz i niebezpieczeństw. Caine tępi wszystkich obdarzonych, którzy nie chcą się do niego przyłączyć. Tymczasem Sam wraz z Astrid oraz grupą przyjaciół poszukuje jej autystycznego brata. Nikt nie wie, jaką rolę odegrał ten chłopiec w ostatnich wydarzeniach. Co oznacza dziwna bariera otaczająca miasto? Czemu mewy mają pazury, a węże skrzydła? Co się tu dzieje? Czemu Caine i Sam mają urodziny tego samego dnia? Czy to zbieg okoliczności? Czy w piętnaste urodziny też znikną? Kto wtedy stanie na czele dzieci by je poprowadzić?

Wiele pytań może nurtować w czasie czytania tej książki. Nie na wszystkie, znajdziemy od razu odpowiedzi. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ nawet po przeczytaniu pierwszego tomu nadal czujemy niedosyt, a po głowie chodzą nam różne pomysły jak historia potoczy się dalej. Autor naprawdę niezwykle potrafi operować słowem. Nie ważne, że język, którego używa jest prosty. W końcu książka skierowana jest głównie dla młodzieży. To ten frywolny styl pisania sprawia, że pozycja ta jest tak znakomita. Wiem, co mówię. Już w bibliotece między półkami, gdy zacząłem ją wertować nie mogłem się oderwać.

Prócz przyjemnego stylu należy pochwalić również bohaterów. Nie są oni wyidealizowani. Każdy z nich skrywa w sobie coś mrocznego i tajemniczego. Sam nigdy nie próbował udawać kogoś, kim nie jest. Pragnie unikać kłopotów, jednak widzi, że wielu postrzega w nim nadzieje. Właśnie to sprawia, iż postanawia im pomóc. Wiele razy ucieka, lecz zawsze wraca. Ta zmienność charakteru ukazuje jak bardzo jest do nas podobny. Żadne z nich nie potrafi wszystkiego, ale przy wspólnej pomocy, gdzie każdy może się pochwalić innymi zdolnościami, potrafią osiągnąć coś niezwykłego. Najlepiej będzie jak porównam ich do kawałków układanki dopiero, jako jedna całość są zdolni do rzeczy niemożliwych. Najlepsze jednak jest to, że nie są niepokonani, każdy z nich czuje strach. Sami zobaczycie czytając książkę, że chociażby Quinn będzie gotowy na różne świństwa by ratować własną skórę. Mam nadzieję, że tym stwierdzeniem wiele nie zdradziłem.

Mógłbym zwrócić uwagę na czasem zbyt dojrzałe zachowania bohaterów wykraczające poza ich wiek. Nie mam jednak serca, przy całokształcie czepiać się o taki drobiazg. Powiem tylko, iż zaczynam doceniać książki dla młodzieży. Pokazują jak można sobie radzić z innością w świecie, gdzie każdy stara się do kogoś upodobnić.

„Faza pierwsza. Niepokój” to naprawdę niesamowita książka, która przeniesie czytelnika w dość mroczny i nasiąknięty niepokojem świat. Nazwałbym ja thrillerem, bo momentami potrafi wywołać ciarki na placach. Właśnie z ich powodu nie nadaje się dla wszystkich. Chociaż z perspektywy tego, czym karmione są dzisiaj dzieci już od najmłodszych lat, to przemoc występująca w książce to nic wielkiego. Właśnie, jeżeli o niej mowa. Sporo tu jest śmierci zadanej nawet przez drugą osobę, przelew krwi to też nic niezwykłego tak jak i poniżanie innych. Nie znajdziemy tu zabawnych anegdot czy też żartów. Wszystko przedstawione jest w ciemnych barwach z delikatnymi tylko przebłyskami słońca. Nie mogę się doczekać, kiedy wezmę się za następne części i mam nadzieje, że poziom nie ulegnie zmianie. Moja ocena to 5/5.

Tytuł: Gone: Zniknęli. Faza pierwsza: Niepokój (Gone)
Cykl: Gone
Tom: 1
Autor: Michael Grant
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Wydawca: Jaguar
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 23 września 2009
Liczba stron: 528
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-60010-96-9
Cena: 34,90 zł

Drogi czytelniku zanim skomentujesz zapoznaj się z niniejszymi punktami.
1. Proszę o nieumieszczanie w komentarzach linków do waszych blogów.
2. Pisanie recenzji trochę zajmuję więc byłoby miło gdyby nie pojawiały się komentarze w stylu "Fajna recenzja. Zapraszam do mnie."
3. Nie musicie mnie zapraszać do siebie. Jeżeli w profilu na bloggerze jest adres do Waszego bloga na pewno Was odwiedzę.
4. Ostrzegam, iż wszelakie treści wulgarne bądź obraźliwe będą usuwane.

4 komentarze:

  1. Właśnie zamówiłam sobie tę książkę i nie żałuję - podoba mi się to, co napisałeś o bohaterach i niedomówieniach. Lubię kiedy seria zachęca do przeczytania kolejnego tomu, no i kiedy naprawdę wciąga. Poza tym pomysł Granta wydaje się w miarę nowatorski.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszy mnie że moja recenzja podoba ci się :) a co do tego że jest nowatorem to masz rację :) Wielu pisarzy którzy pisali po nim starali się stworzyć coś podobnego a jednocześnie innego :) chodzi mi o te małe apokalipsy :) ale książka naprawdę super :) drugi tom czeka już na swoją kolej do przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja drugi tom już czytałam. Zaskakujacy. Jak i cała historia tych dzieciaków.

    OdpowiedzUsuń
  4. Drugi już czeka u mnie na swoją kolej :) ale trochę się naczeka :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...