wtorek, 13 lutego 2018

Noragami Aragoto

Jak już wiecie, uwielbiam anime. Zdarzyło mi się w życiu oglądać kilka tasiemców jak i filmów pełnometrażowych. Jednakże ostatnio dość często sięgam po kilkuodcinkowe seriale. Ich największą zaletą jest to, że nie trzeba nie wiadomo ile czasu żeby poznać całą historie. Wystarczą dwa może trzy wieczory i już koniec. To coś rewelacyjnego. Jeżeli dodatkowo drugi sezon jest równie krótki, co pierwszy i oferuje nam nowe doznania to już w ogóle raj na ziemi.Tak właśnie jest z „Noragami Aragoto” jest on bezpośrednią kontynuacją opowieści, w której poznajemy bezdomnego boga Yato, jego broń imieniem Yukine oraz Hiyori niezwykłą dziewczynę, która po wypadku stała się czymś więcej niż zwyczajną nastolatką. Nie, to nie jest spoiler, bo o tym pisałem w poprzedniej recenzji, więc radze czytać wszystko po kolei.

Fabuły samej w sobie nie opiszę, bo dzieje się tutaj aż nazbyt dużo jednakże wspomnę o niej wymieniając niektóre zalety tego sezonu. Zasługuje on, bowiem na własną recenzję nie tylko, dlatego że ma odrębny tytuł, ale również, dlatego ze różni się od poprzedniej części jak ogień i woda. Głównie dlatego, że bohaterowie dorastają. Nie żeby między wydarzeniami była jakaś nad wyraz wielka różnica czasu po prostu emocjonalnie podchodzą do wszystkiego nieco inaczej. Wszystko za sprawą zmiany postaci, wokoło której kręci się cała akcja. Yato nadal tu jest i robi naprawdę wiele szumu koło swojej osoby, ale mamy szansę poznać lepiej Bishamon. Bo to ona zaczyna grać tutaj może nie pierwsze, ale na pewno drugie skrzypce. Przestaje ona być rządną zemsty uzbrojoną po zęby babką w skąpym stroju, staje się kobietą o złotym sercu pragnącą dać szczęście wielu osobom kosztem swojego własnego. Właśnie to jest rewelacyjne w całej tej serii nie jest ona kolejną nawalanką tylko pełnowartościową opowieścią przepełnioną emocjami. I to nie w taki romantyczny sposób, że raz dwa zbiera nas na łzy. Po prostu widzimy tutaj, z jakimi zwykłymi rzeczami muszą się zmierzać bohaterowie. Jak z dnia na dzień walczą z samotnością, odrzuceniem? Jak pragną uwagi i zrozumienia. Przecież każdy z nas ma takie dni. I jak tu ich nie lubić, co?

W porównaniu do poprzedniej części, która była jedną spójną całością tutaj dostajemy jakby dwa oddzielne, ale połączone ze sobą historię. Wszystko zaczyna się od poznania bliższego Bishamon natomiast kończy na niejakim Ebisu. O nim nie będę dużo mówił, ponieważ chce żebyście sami go poznali jednakże to kolejny dowód jak nietuzinkowe postaci tu spotkamy. Sami przekonacie, czym się różnią i co ich łączy oraz co najważniejsze, co mają do powiedzenia.

Warto tutaj również zwrócić uwagę na sposób przedstawiania bóstw, a dokładniej ich nieśmiertelności. Pierwszy raz z czymś takim spotkałem się chyba w filmie „Starcie tytanów”. Ogólnie chodzi mi tu o uzależnienie od wiernych, którzy tak naprawdę swoimi modlitwami dają bogom życie. Daje to pewnego rodzaju ograniczenie. Widzimy, że bóstwa nie są wszechmocne. Mimo że posiadają niezwykłe umiejętności muszą troszczyć się o swoich wiernych żeby Ci o nich nie zapomnieli. Może to nie jest coś nowego, ale dla mnie to naprawdę nowatorskie podejście.

Całość prezentuje się prawie znakomicie. Nie sposób oderwać się od tego serialu, czego dowodem jest to, iż pisząc tę recenzję obejrzałem go ponownie, a chciałem tylko sobie przypomnieć jak to się wszystko zaczęło i z tego właśnie powodu niema w tej recenzji konkretnego opisu fabuły. Jest tego zbyt wiele żebym mógł się w jakikolwiek sposób streścić. Twórcy cały czas przerzucają nas między kolejnymi wątkami. Co jednak najciekawsze nie robi się z tego chaos. Wszystko zostało jak najbardziej przemyślane i dopracowane, a każda następna historia wzbogaca tylko widza o nowe informacje. Mamy tutaj szansę spojrzeć nie tylko na wyżej wymienioną boginię w inny sposób. Przekonacie się sami ile kart zostanie nam tutaj odkrytych. Mam jednak pewne ale.

Powiało trochę grozą, jednakże ten aspekt, o którym wspomnę ani trochę nie uwłaszcza całej opowieści. Chodzi mi o aspekt graficzny. Walki są boskie, ukazanie bohaterów również. Gorzej jednak jest, gdy tylko kamera się oddali. Stają się oni wtedy zwykłymi marionetkami bez twarzy nawet. Nie wiem czy było to specjalnie oraz czy występowało w poprzedniej części, ale czasem mnie to delikatnie irytowało. Wszystko wykonane z pietyzmem, a tu taka gafa.

Jednak jak już wspomniałem serial ten a dokładniej ten sezon nie traci nic ze swojej niesamowitości. Przepełniony jest wszystkim tym, co najlepsze. Pełno tu akcji, walk, trzymających w napięciu przygód, nagłych zwrotów akcji, wspaniale dobranej muzyki oraz wszystkiego naj naj naj. Po prostu nie wiem jak to określić, ale od pierwszej do ostatniej minuty byłem wciągnięty bez reszty. Mało która hollywoodzka produkcja tak na mnie działa, a to tylko albo aż serial. Dlatego też, jeżeli nie wierzycie, że coś może być aż tak dobre przekonajcie się sami. Co macie do stracenia? To tylko kilka godzin z waszego życie. Uwierzcie możecie je gorzej zmarnować. Nie zabrzmiało to zbyt pozytywnie. Dlatego lepiej skończę tę recenzje wystawiając pełnoprawne 5+/5.

Drogi czytelniku zanim skomentujesz zapoznaj się z niniejszymi punktami.
1. Proszę o nieumieszczanie w komentarzach linków do waszych blogów.
2. Pisanie recenzji trochę zajmuję więc byłoby miło gdyby nie pojawiały się komentarze w stylu "Fajna recenzja. Zapraszam do mnie."
3. Nie musicie mnie zapraszać do siebie. Jeżeli w profilu na bloggerze jest adres do Waszego bloga na pewno Was odwiedzę.
4. Ostrzegam, iż wszelakie treści wulgarne bądź obraźliwe będą usuwane.

2 komentarze:

  1. Drugi sezon podobał mi się o wiele bardziej niż pierwszy. Ogólnie seria wciągnęła mnie na tyle, że mam nadzieję na trzeci sezon.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co się orientuje manga ma ciąg dalszy wiec jest duże prawdopodobieństwo, że bohaterowie wrócą.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...