wtorek, 14 lipca 2015

Pingwiny z Madagaskaru

Skipper, Kowalski, Szeregowy i Rico należą do jednego z najbardziej niesamowitych oddziałów do zadań specjalnych w historii kina. Co ich wyróżnia od reszty? Supernowoczesna broń? Na pewno nie. Wspaniała baza ukryta przez wzrokiem wrogów. Tym bardziej nie. To, co sprawia, że są tacy wyjątkowi to ich pochodzenie. Urodzili się na Antarktydzie, w jednym z najbardziej nieprzyjaznych środowisk naturalnych na Ziemi. Jednak, wytrzymali mróz, wiatry oraz ataki nieprzyjaznych stworzeń. Dlaczego dali radę? Bo są pingwinami. Właśnie tak. Dzisiaj przedstawię Wam najbardziej wyczekiwany przeze mnie film tamtego roku, „Pingwiny z Madagaskaru”. Swoją sławę zawdzięczają serialowi o tym samym tytule oraz serii filmów „Madagaskar”, gdzie pojawiali się, jako bohaterowie drugoplanowi.

Wszystko zaczyna się od retrospekcji. Wiele lat temu zanim nasza czwórka (wtedy jeszcze trójka) stała się wspaniałymi agentami, była po prostu dziećmi. Maszerującymi w stadzie ku nieznanemu celowi. Pewnego dnia Skipper powiedział dość i postanowił uratować jajo toczące się ku niechybnej zgubie. I tak to właśnie się zaczęło. Pierwsza misja i już wielki sukces zakończony gigantyczną eksplozją.

Potem wracamy, mniej więcej, do czasów współczesnych. Ucieczka z cyrku i nagłe pojawienie się czarnego charakteru. Złego doktora Oktawiusza Mackiewicza, który pragnie zemścić się za wszystkie przykrości, jakie spotkały go w życiu. Nie jest to jednak jego prawdziwe imię. Zwie się, bowiem Dave i jest ośmiornicą. Nasi bohaterowie będą musieli go powstrzymać, ale czy ta misja ich nie przerośnie? Na szczęście będą mogli liczyć na Północny Wiatr, tajną organizację pomagającą bezbronnym zwierzętom. W której skład wchodzą, wilk polarny Utajnioniony, foka grenlandzka Detonatora, muskularny misiek Kapral oraz puchacz śnieżny Ewa. Przekonajcie się, co z tego wyjdzie.

Już na samym początku powiem jedno. Czegoś mi tu brakowało. Spodziewałem się eksplozji śmiechu, jak to było w przypadku serialu, a dostałem czasami płytkie niczym kałuże na wiosnę żarty bez ładu i składu. Zaczynam się zastanawiać czy jednak Julian nie jest potrzebny, żeby historia ta miała spójną całość. Tutaj go nie było i widzicie, co dostaliśmy.

Ogólnie opowieść fajna, mająca bardzo ciekawy wątek. Antagonista też nie najgorszy, chociaż spodziewałem się kosmicznej kałamarnicy albo któregoś ze złych spotkanych w serialu. Tam było ich pełno.

Jak wizualnie się prezentuje? Bardzo dobrze, chociaż moim zdaniem powinni popracować nad Szeregowym, czasami ciężko mi było go odróżnić od Ricko. Oko mu uciekało i był za mało uroczy. Kowalski za młodu wyglądał jak chodzący kręgiel, co było bardzo zabawne.

Nie jest źle, chociaż po obejrzeniu serialu spodziewałem się czegoś lepszego, zabawniejszego. Miło było powrócić do naszych ulubionych pingwinów i przez półtorej godziny rozkoszować się ich przygodami. Mam tylko nadzieję i to szczerą, że jednak następna część nie powstanie. Nawet, jeżeli znowu podejdą do tego tematu to z odświeżoną ekipą i z trochę innym poczuciem humoru. Ostateczna ocena może wydawać się wysoka, ale wykonano naprawdę kawał świetnej roboty z kilkoma niedociągnięciami. Wszystko jest jednak do poprawienia. Moja ocena to 4/5.

Drogi czytelniku zanim skomentujesz zapoznaj się z niniejszymi punktami.
1. Proszę o nieumieszczanie w komentarzach linków do waszych blogów.
2. Pisanie recenzji trochę zajmuję więc byłoby miło gdyby nie pojawiały się komentarze w stylu "Fajna recenzja. Zapraszam do mnie."
3. Nie musicie mnie zapraszać do siebie. Jeżeli w profilu na bloggerze jest adres do Waszego bloga na pewno Was odwiedzę.
4. Ostrzegam, iż wszelakie treści wulgarne bądź obraźliwe będą usuwane.

8 komentarzy:

  1. Oni są po prostu cudowni :)
    To właśnie dlatego parę miesięcy temu wybrałam się ze znajomymi do kina na ten film. To co z tego, że byliśmy najstarsi... :) Dla pingwinów było warto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najstarsi, a rodziców nie było :) pingwiny są dla każdego niezależnie ile ma się lat :)

      Usuń
  2. Jak nie ma Juliana to nie oglądam ;P

    Parę lat temu byłam mieszkałam przez jakiś czas w Austrii i przez pierwsze miesiące zanurzenia się w obcym języku Pingwiny były dla mnie głównym poprawiaczem humoru (nadawane codziennie o poranku, świetna animacja, świetny niemiecki dubbing był, a poziom trudności żaden i się skupiać na zrozumieniu nie musiałam)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze nie wyobrażam sobie ich po niemiecku :) ten język nie nadaje się moim zdaniem do opowiadania kawałów :) ciekawe jak jest po niemiecku wyginam śmiało ciało :)

      Usuń
  3. Uwielbiam pingwiny, ale serial podoba mi się zdecydowanie bardziej niż ten film. Podczas oglądania miałam wrażenie, że twórcy trochę przekombinowali i nie było to tak zabawne jak serial ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcieli za dobrze moim zdaniem :) powinni zostać przy tym co dobrze im wychodzi :)

      Usuń
  4. Lubię pingwiny, ale sukces "Madagaskaru" i serialu tkwi według mnie jednak w postaci Juliana ;) Chociaż chętnie obejrzę ten film, bo kocham animacje !

    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie spodziewałem się że to powiem ale Julian jest niezbędny :) on utrzymuje to wszystko w gromadzie i jest świetnym przeciwieństwem dla Skippera :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...