czwartek, 23 października 2014

Dom nad jeziorem

Ostatnie lata postępu technologicznego pokazały nam, że wszystko można robić szybciej. Od podróżowania po produkcję niepotrzebnego nikomu barachła. Pamiętajmy jednak, że nie wszystko to, co odrzucamy jest złe. Wielka szkoda, że w dzisiejszych czasach już nikt nie piszę listów. Zaglądając do skrzynek pocztowych nie spodziewamy się czegoś miłego. Jedyne, co tam możemy znaleźć to głupie ulotki i rachunki. Tradycyjne korespondowanie z kimś na odległość wymaga masę cierpliwości, w zamian ofiaruje jednak jeszcze więcej radości. Każdy list to tak naprawdę mały dar oraz dowód pracy włożonej w jego napisanie. Tekst w nim to nie stek bzdur, każda linijka, a nawet wyraz został dobrze przemyślany. Nadawca wie, że odpowiedź dostanie za kilka dni, ale cieszy się z samego oczekiwania. Motyw ten często jest wykorzystywany przez filmowców. Pisałem kiedyś o niezwykłej produkcji „Masz wiadomość” przenoszącej korespondencje do nowej ery, mowa tu o wysyłaniu e-maili. Wróćmy jednak do początku, kiedy to kartka papieru była jedyną metodą kontaktu z kimś z daleka. Opowiem dzisiaj o filmie, który pokazuje, że dla miłości korespondencyjnej nie są straszne ani kilometry ani czas. Zapraszam na recenzję „Domu nad jeziorem”.

Doktor Kate Foster (Sandra Bullock) opuszczając przepiękny dom nad malowniczym jeziorem zostawia w skrzynce wiadomość do przyszłego lokatora. Prosi go by wysyłał wszelkie listy pod jej nowy adres oraz przeprasza za pudełko na strychu oraz dziwne ślady łap na moście. Owa notka trafia w ręce architekta Alexa Wylera (Keanu Reeves), który uważa ją za pomyłkę, ponieważ nic z tego, co napisała nie istnieje. Zwłaszcza, że owa budowla od lat nie była zamieszkana. Dłuższa wymiana korespondencji pomiędzy dwójką nowych znajomych dodaje coraz więcej dziwnych pytań. Z czasem okazuje się, że oboje zostawiają listy w tej samej skrzynce. Zastanawiacie się pewnie jak to możliwe. Ponieważ stało się coś nierealnego. Ona żyje w 2006 roku, a on dwa lata wcześniej. Jak rozwinie się ta niezwykła znajomość? Zobaczcie sami.

Muszę przyznać, że doznałem sporego szoku, jak wyszperałem w internecie informację, że jest to remake koreańskiego filmu „Il Mare” z 2000 roku. Przez tyle lat uważałem to za świetny, oryginalny pomysł, a tu taka niespodzianka. Muszę jednak jedno przyznać, amerykańska wersja jest wspaniała. Wszystko za sprawą idealnie dobranej pary aktorów. Sandra Bullock i Keanu Reeves nie pierwszy raz razem współpracują. Wyśmienicie wyszli w pierwszej części „Speed: Niebezpieczna prędkość”. Dlatego bardzo cieszę się, że reżyser właśnie ich wybrał, jako odtwórców głównych ról. Posiadają odpowiedni warsztat oraz umiejętności, żeby znakomicie wczuć się w postacie oraz odpowiednio oddać emocje.

Po prostu ubóstwiam sceny, kiedy obydwoje pojawiają się na ekranie. Wygląda to jakby rozmawiali ze sobą, a tak naprawdę zastanawiają się, co napisać w następnym liście. Bardzo ciekawym pomysłem jest również wprowadzenie wspólnych elementów, takich jak chociażby pies.

Ta historia po prostu wzrusza i pokazuje, że na prawdziwą miłość warto poczekać. Nie wiadomo jak długo, ale takie uczucie pojawia się tylko raz. Nie spieszmy się, ponieważ zły wybór partnera nie da nam szczęścia. Będzie tylko ciężarem, w i tak niełatwym życiu.

Największym kłopotem dla mnie w całej tej produkcji było połapanie się w chronologii wydarzeń. Próba pokazania akcji dziejącej na dwóch płaszczyznach czasowych nie jest łatwa. Zwłaszcza, gdy obie nici losów bohaterów zaczynają się ze sobą plątać. Z czasem jednak rozwiązałem tę zagadkę i oglądałem z czystą przyjemnością.

Nie czepiajmy się jednak szczegółów. No dobra, ja się czepiam. „Dom nad jeziorem” to wspaniale opowiedziana historia o miłości silniejszej niż czas. O tym, że można pokochać drugą osobę nie widząc jej. Nie tak jak dzisiaj, najpierw liczy się wygląd, a potem osobowość. Pamiętajmy również, że w życiu każdego człowieka potrzebna jest odrobina magii. To ona sprawia, iż wszystko wydaje się piękniejsze. Moja ocena to 4+/5.

Drogi czytelniku zanim skomentujesz zapoznaj się z niniejszymi punktami.
1. Proszę o nieumieszczanie w komentarzach linków do waszych blogów.
2. Pisanie recenzji trochę zajmuję więc byłoby miło gdyby nie pojawiały się komentarze w stylu "Fajna recenzja. Zapraszam do mnie."
3. Nie musicie mnie zapraszać do siebie. Jeżeli w profilu na bloggerze jest adres do Waszego bloga na pewno Was odwiedzę.
4. Ostrzegam, iż wszelakie treści wulgarne bądź obraźliwe będą usuwane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...