6 września 2019

Krzysiu, gdzie jesteś?

0
W najnowszej twórczości Disneya najbardziej denerwujące jest ciągłe odgrzewanie kotleta o ile mogę tak nazwać powtórne nagrywanie tych samych historii tylko w wersji aktorskiej. Rozumiem, że w ten sposób chcą zdobyć serca kolejnego pokolenia widzów, ale nie tędy droga. Dlatego z tak wielką przyjemnością opowiem o produkcji, która dla mnie jest gigantycznym zaskoczeniem, ponieważ najlepiej pokazuje kierunek, w którym powinno podążać studio, ale o tym będą musieli przekonać się sami. Dlatego nie będę dłużej zwlekał. Posłuchajcie, co mam do powiedzenia na temat filmu „Krzysiu, gdzie jesteś?” wyreżyserowanego przez Marca Forstera.

Wszystko, co piękne kiedyś się kończy. Tak samo jest z dzieciństwem. Dlatego też kończą się czasy Krzysia, a zaczyna się historia Christophera Robina (Ewan McGregor). Pracownika firmy zajmującej się produkcją walizek. Niestety II Wojna Światowa odbiła gigantyczne piętno na wszystkich, dlatego też niewiele osób myśli o podróżowaniu. Oznacza to jednak upadek dla firmy. Na Christophera spada, więc ciężkie zadanie naprawienia całej tej sytuacji. Jednego możecie być pewni, nie spodoba się to jego rodzinie. Co jednak jeżeli do tego wszystkiego trochę niespodziewanie zaczną pojawiać się przyjaciele z dzieciństwa? Będzie ostro.

Muszę stwierdzić, że film ten przypomniał mi wszystko to, co najbardziej kochałem w przygodach Puchatka. To taka sentymentalna bomba atomowa, która wprawiła moje serce w same pozytywne wibracje. Nie wiem jak inaczej mógłbym to nazwać, ale oglądanie go sprawiło, że znowu poczułem się jak dziecko, które siadało na podłodze przed telewizorem, żeby tylko poznać kolejne przygody ekipy ze Stumilowego Lasu.

Dla mnie to prawdziwy majstersztyk, mimo że dużo mniej kolorowy. Pamiętajmy jednak, że to czasy powojenne oraz jakby to powiedzieć rzeczywistość a dokładniej miejsce, w którym świat realny łączy się z animacją. Oglądając jednak, trailery nie mogłem przeboleć nowego wyglądu Kubusia, Prosiaczka i całej reszty. Po obejrzeniu filmu dochodzę do wniosku, że twórcy nie mogli lepiej postąpić. Wszystkie postacie wyglądają bardzo naturalnie jak pluszaki, które noszą na sobie ślady dawnego użytkowania. Jeżeli zdarzyło Wam się znaleźć na strychu zabawkę waszej babci albo dziadka to wiecie, o czym mówię. Niby nieidealne, ale przepełnione uczuciami.

O grze aktorskiej nie będę długo mówił, ponieważ niema tu zbyt wiele do powiedzenia. W końcu aktorów z krwi i kości jest niewielu zwłaszcza takich, którzy pojawiają się na ekranie na dłużej niż dziesięć minut. Ewan McGregor to klasa sama w sobie, cudownie ukazuje człowieka oddanego pracy, który już dawno zatracił w sobie dziecko. Nie mamy tu może roli godnej Oscara, ale i tak daje z siebie naprawdę wiele.

Do fabuły nie będę się czepiał. Mimo swej prostoty i przewidywalności jest ona tylko dodatkiem do całej opowieści pokazującej ile tracimy wchodząc w dorosłość, a co gorszy, gdy zaczynamy ją narzucać naszym dzieciom. Oj niema chyba nic bardziej przerażającego.

Teraz porozmawiajmy o naszych przyjaciołach oraz o tym jak się prezentują. Wspomniałem już o tym dwa akapity wyżej, ale chciałbym nieco rozwinąć temat. Kubuś jest po prostu „kubusiowy" o ile mogę go tak nazwać. Ciągle sypie swoimi złotymi myślami, które nie mają ładu ani składu, ale które za dzieciaka były dla wielu równie istotne, co dzisiaj mądrości Dalejlamy. Taki jednak jego urok. Słuchając go coraz bardziej się kuliłem i zbliżałem się do tego by usiać na podłodze po turecku. No wiecie jak to kiedyś się siadało. W końcu to podłoga była najwygodniejszym siedziskiem. Poczułem prawdziwe sentymentalne wzruszenie, którego ciężko doświadczyć oglądając nawet stare fotografie i doszedłem do wniosku, że nie jest to film dla dzieci. Wiem, że to zaprzecza kompletnemu działaniu Disneya, ale dopiero w jego drugiej połowie zaczyna się dziać coś, co spodoba się młodym widzom. Chodzi mi tu o ekspedycję. Początek to nic innego jak próba poruszenia nawet najbardziej zatwardziałych dorosłych.

„Krzysiu, gdzie jesteś?” to wspaniała opowieść głównie, dlatego że idealnie oddaje klimat starych animacji w całkowicie nowej formie. Co jednak najważniejsze nie kopiuje ich, ale samodzielnie daje cos od siebie. Właśnie tego mi brakuje w dzisiejszej kinematografii zwłaszcza tej skierowanej do młodego widza. Potrzeba więcej produkcji, które będą mogły połączyć rodziców z ich dziećmi i to nie tylko przed ekranem. Nie wiem jak reszta oglądających, ale ja mam ochotę ponownie wrócić do Stumilowego Lasu nieważne czy to za sprawą książek, filmów czy seriali. Chce po prostu ponownie to przeżyć. Moja ocena to 5+/5.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz