czwartek, 22 czerwca 2017

Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach

W pewnej sprawie musicie się ze mną zgodzić. Producenci filmów nie wiedzą, kiedy skończyć. Na siłę tworzą kolejne i kolejne odsłony a raczej kontynuacje dobrze nam znanych historii. Tak właśnie jest z „Piratami z Karaibów”. To opowieść dobrze wszystkim znana, jeżeli nie w całości to chociażby w malusieńkiej części. W końcu pewnie każdy zna Kapitana Jack’a Sparrowa. Będącego jednym z najbardziej rozpoznawalnych wcieleń Johnny’ego Deppa. W 2011 roku, czyli kawał czasu temu na wielki ekran trafiła już czwarta część przygód tego niezwykłego pirata. Ma ona tylu samo wielbicieli, co krytyków, pamiętajmy jednak, że prawda zawsze leży po środku. I właśnie dzisiaj postaram się to udowodnić. Zapraszam na recenzje „Piratów z Karaibów: Na nieznanych wodach”.

W czasie włóczęgi Jack Sparrow (Johnny Depp) natrafia na kobietę ze swojej przeszłości. Tajemniczą i niezwykle zadziorną Angelicę Malon (Penélope Cruz), która w zamian za pomoc obiecuje mu statek i załogę. Pragnie ona odnaleźć Fontannę Młodości. Niestety Jack nie wie, że właśnie w tym momencie wpadł po same uszy, ponieważ to nie on będzie kapitanem, a okryty złą sławą Czarnobrody (Ian McShane). Dodatkowo w tę samą stronę płyną Hiszpanie i Anglicy. Ci drudzy z nieco zreformowanym Hectorem Barbossą (Geoffrey Rush). Podróż ta pełna będzie niebezpieczeństw oraz przeciwności, z którymi będzie musiał zmierzyć się nasz ulubiony pirat. Czy wyjdzie z tego obronną ręką. O tym musicie przekonać się sami.

Zacznę od pochwał, ponieważ tych będzie nieco mniej, dlatego szybciej z nimi skończę. Cieszę się, że mamy tutaj do czynienia z całkowicie nową opowieścią. Nie jest to żadna kontynuacja ani nic takiego. A cieniami przeszłości jest tylko trójka postaci oraz stara mapa. Cała reszta to nowe miejsce i nowi niepoznani jeszcze do końca bohaterowie. Oraz oczywiście ten sam wątek. Statek, przerażający kapitan i zaświaty. Czy to nie wydaje Wam się podobne? Jeżeli uważacie, że taki sam zarys miały poprzednie części to kurcze macie rację. Od tego właśnie momentu zaczynają się schody i wyjaśnianie, czemu ten film nie powinien powstać. Ewentualnie ktoś inny powinien się za niego zabrać.

Początek na serio jest dobry. Taki mocny i konkretny. Widząc go przez myśl przeszło mi jedno. Będzie dobrze. Niestety myliłem się na całej linii. Pierwszym, bowiem błędem twórców była zmiana reżysera. Rob Marshall niema zbyt wielkiego doświadczenia w kinematografii stworzył kilka dobrych filmów, ale nie jest w jakikolwiek sposób połączony z serią. Zamiast konkretnej pirackiej przygody mamy tutaj do czynienia z melancholijną telenowelą i rozmyślaniem o przeszłości. Wiem, że te słowa wiele osób zniechęcą do mnie, zwłaszcza wielbicieli Piratów z Karaibów, ale szczery być muszę. Fabuła jest dla mnie naciągane jak gumka od procy. Zaraz pęknie i da nam w twarz. Ostrzegam będzie bolało.

Widziałem wszystkie części w dość krótkim czasie wiec przyzwyczaiłem się do pewnego specyficznego sposobu prowadzenia fabuły. Szybko, z rozmachem i najlepiej zakrapiane rumem. Tutaj jednak na takie konkretnie pirackie momenty musimy długo czekać i nie chodzi mi o pływanie na statku, ale dobrą walka. Taka jak w pierwszej części w kuźni. Kurcze to było coś. Tutaj jednak wszystko jest takie… Kurcze sam nie wiem jak to określić. Bez polotu. Starano się odtworzyć tamto starcie jednakże była to kompletna pomyłka. Złe prowadzenie kamery zbyt mało szabli zbyt wiele przeszkód i wszystko się rozkraczyło. Oki, szable zaiskrzą i to nie raz, ale to jednak nie to samo.
Postacie też są jakieś takie bez życia. Nie podoba mi się nowe wcielenie Barbossy, niby wygląda teraz bardziej jak pirat, ale jednak brakuje mu zadziorności, tego szaleństwa w oczach. Jack Sparrow to też się zmienił i to na gorsze. Dobrze, że starają się go pokazać z nieco innej strony, udowadniając jednocześnie, że ma jednak serce, ale za bardzo krąży wokoło uczuć. No właśnie i ta jego była. No co, nie domyśliliście się? Przecież nie spotkałby niani z dzieciństwa. Tylko ukochana wprowadzi faceta w największe bagno w jego życia. Zapytacie pewnie, co mi nie pasowało w Angelice? Dzięki Penélopie Cruz ma ten hiszpański temperament, jest intrygująca i zadziorna, ale również strasznie prostolinijna. Znamy tylko jedna stronę jej osobowości jakoś w ciągu całego filmu niczym mnie nie zaskoczyła. Daleko jej do Elizabeth Swann.

Jestem wzrokowcem, dlatego dobry film musi zachwycać. Zwłaszcza z takiego gatunku. Oglądając go chce wzdychać nad tym, co zobaczę. Tutaj niestety ochów i achów nie było. Jest o wiele spokojniej. Niema przerośniętych owoców morza, chodzących szkieletów czy też potężnej bogini. Te kilka syren oraz zombiaki, od których Popek jest bardziej przerażający jakoś mną nie wzruszyły. Pływanie statkiem już widziałem, jednym drugim czy też trzecim, nawet nie mogłem liczyć na dobrą walkę na morzu. Po prostu jedna wielka kiszka. Zastanawiam się gdzie tutaj ulokowali ponad miliard dolarów. Nawet aktorzy nie są jacyś bardzo znani, żeby sobie nie wiadomo jakie, honoraria liczyć. Za takie pieniądze można by było spokojnie dwa filmy nakręcić.

„Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach” to film przeciętny i nic niewnoszący do kinematografii. Powiecie, że to ma być film rodzinny, a nie jakieś wiekopomne dzieło. Oczywiście, macie rację. Pamiętajcie jednak, że to już czwarta część serii, więc wymaga się od niej nieco więcej. Nie wiem jak wy, ale ja przyzwyczaiłem się do pewnych elementów i ogólnie do pewnego poziomu. Tutaj jednakże tego nie dostałem. Poczułem się zdradzony i zawiedziony. Produkcja ta to nic więcej jak próba zarobienia kasy. Na szczęście jest jeszcze szansa. W postaci najnowszej tegorocznej odsłony. Nowy duet reżyserski, nowy scenarzysta to daję nadzieje, że piracka bandera ponownie dumnie załomocze. Ale o tym już w innej recenzji. Na koniec oczywiście moja ocena. Tym razem bardzo niska 3-/5.

Drogi czytelniku zanim skomentujesz zapoznaj się z niniejszymi punktami.
1. Proszę o nieumieszczanie w komentarzach linków do waszych blogów.
2. Pisanie recenzji trochę zajmuję więc byłoby miło gdyby nie pojawiały się komentarze w stylu "Fajna recenzja. Zapraszam do mnie."
3. Nie musicie mnie zapraszać do siebie. Jeżeli w profilu na bloggerze jest adres do Waszego bloga na pewno Was odwiedzę.
4. Ostrzegam, iż wszelakie treści wulgarne bądź obraźliwe będą usuwane.

2 komentarze:

  1. 3/5 to bardzo niska ocena...? :D W każdym razie - straciłam zainteresowanie serią po drugim filmie. Inne widziałam, ale nawet nic z nich nie pamiętam. Nie kupuje tego 'hype' na Piratów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważ że to 3- jest :) a jeżeli spojrzysz na moje pozostałe recenzje to wg moich standardów niska ocena :) na niższe zasługują kompletne porażki :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...