czwartek, 18 maja 2017

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć

Harry Potter wiecznie żywy. Nie wyobrażam sobie, żebym inaczej mógł rozpocząć dzisiejszą recenzję zwłaszcza, że biorę się za dzieło tak długo przeze mnie wyczekiwane. Wielu z Was pewnie domyśla się, o czym dzisiaj opowiem. Samo pierwsze zdanie zdradziło więcej niż tytuł tego filmu. Mówię o wielkim, a raczej ogromnym powrocie do świata czarodziejów, którego autorką jest J.K. Rowling. Tak, tym razem na warsztat wezmę „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”, wyreżyserowane przez Davida Yates’a. To właśnie dzięki niemu mogliśmy zobaczyć na wielkim ekranie cztery ostatnie części o przygodach młodego czarodzieja.

Newt Scamander (Eddie Redmayne) przybywa do Nowego Yorku z tajemniczą przesyłką. Niestety, jako mag nie mógł trafić gorzej. Została, bowiem wprowadzona prohibicja na jakąkolwiek magię, a największy zakaz jest na hodowanie magicznych zwierząt. Wystarczy nie znać prawa i mieć nieco pecha, żeby wpaść naprawdę wielkie kłopoty. Wszystko za sprawą Niemaga, Jacoba Kowalskiego (Dan Fogler), przez którego ucieka kilku pasażerów tajemniczej walizki Newta. Jeżeli dodamy do tego tajemniczą siłę pustoszącą miasta, katastrofa gwarantowana. MACUSA czyli amerykański odpowiednik Ministerstwa Magii będzie miała ręce pełne roboty.

Wiem, jestem świadom, że opis jest nieco chaotyczny, ale natłok myśli, które galopują po mojej głowie po obejrzeniu tego filmu jest naprawdę ogromny. Zaczynam lubić to słowo. Chodzi mi o to, że nie mam pojęcia, od czego zacząć, boję się zapomnieć o czymś ważnym, a nie będę potem dopisywał kolejnych akapitów, bo zrobi się z tego naprawdę długa recenzja.

Dlatego też zrobię głęboki wdech i zacznę od początku. Pierwsze, co rzuca się w oczy to postać Scamandera, niezwykłego młodzieńca, który całkowicie oddany jest swojej największej pasji. Magicznym zwierzętom. Stara się on napisać książkę, która nauczy magiczne środowisko, że stworzeń tych nie należy się bać i że hodowla ich może przynieść same korzyści. W tą postać wcielił się Eddie Redmayne, którego znam jedynie z „Jupiter: Intronizacja”. Dzięki swojej niezwykłej aparycji oraz charakterowi idealnie wcielił się w dość osobliwego młodzieńca. Jego ruchy i drobne gesty takie jak chociażby nie patrzenie ludziom w oczy sprawiają, że nadaje granej przez siebie postaci uroku oraz finezji. Po prostu nie sposób go nie lubić zwłaszcza jak zobaczymy, czym się zajmuje.

Fabuła sama w sobie nie jest zbyt skomplikowana mamy podróż, marzenie oraz niebezpieczeństwo. Czyli wszystko to, co powinno znaleźć się w dobrej powieści. Tutaj dodatkowo zostało ono ozdobione niezwykłymi efektami specjalnymi, które najlepiej są dostrzegalne w sposobie poruszania się magów i walkach. Jedno i drugie zostało wykonane rewelacyjnie. Największą jednak finezję oraz fantazję zobaczymy wchodząc wraz z bohaterami do tajemniczej i niezwykłej walizki, o której niż więcej nie opowiem. Jednakże, jeżeli zobaczycie, co w sobie skrywa zapragniecie posiadać taką samą. Wiem, że wiele zawdzięczamy J.K. Rowling w końcu to ona napisała scenariusz, ale spece od animacji komputerowej naprawdę świetnie się spisali.

Nie jest to jednak opowieść dla dzieci. Mimo że po tytule możemy spodziewać się kolorowych króliczków skaczących na prawo i lewo (chyba solidnie przegiąłem) najważniejsze jest tu miejsce i czas akcji. Mamy rok 1926, ludzie pamiętają jeszcze I Wojnę Światową oraz to, co ze sobą przyniosła. Przecież jeszcze wiele lat po walkach kraje podnosiły się z kolan. To samo widzimy tutaj, strach przed nieznanym, niewolą, domy dziecka pełne niechcianych pociech oraz niepotrzebną przemoc. Zobaczymy, jakie potwory potrafią siedzieć w ludziach i bardzo często nie damy rady tego zrzucić na magię. To my sami, a raczej nasza gorsza strona. Właśnie dlatego, całość mimo barwnej opowieści została zamknięta w czarno-białym pudełku. Historia ta pełna jest mroku, którą wspaniale udało się ukazać producentom. Wiele osób może wolałoby konkretne kino rodzinne, pełne śmiechu i szczęścia, niestety tego niema tu zbyt wiele.

Dobra, koniec tych smutków czas spojrzeć na nieco radośniejszy aspekt tej produkcji. W końcu to Harry Potter, którego tak uwielbiamy. Dla wielu to inni ludzie i inne czasy dla mnie jednak to ta sama historia opowiedziana z nieco innej perspektywy. „Wychowywałem się” w tym świecie. Dlatego też warto zwrócić uwagę na chociażby pechowego Jacoba Kowalskiego. Zostaje on wrzucony w świat magii z siłą tornada. Spoglądając jednak na jego zachwyt tym, co dla niego było przez tyle lat ukryte widzę siebie, kiedy to sięgałem po pierwszy tom przygód młodocianego czarodzieja. Ten zachwyt, fascynacja tym, co nowe i co najważniejsze pragnienie zagłębienia się w to wszystko, co nas otacza. Pragnienie poznania magii.

W filmie tym zachwyciło mnie wszystko, zwłaszcza nie do końca znany antagonista. Nie wiedzieliśmy, kogo trzeba obserwować, kto naszym nowym przyjaciołom może najbardziej przeszkodzić. Dodatkowym atutem było obserwowanie innych magów. Do tej pory całość akcji Harry’ego Pottera działa się w Anglii. Tym razem mogliśmy spojrzeć na nieco odmienny sposób postrzegania i chronienia magii, obserwować inna kulturę i zachowania. To taka mała wycieczka krajoznawcza. Zauroczyli mnie pracownicy MACUSY, którzy przypominali mi dyrygentów z różdżkami w dłoni. Zwłaszcza, gdy w tle leciała jak zawsze znakomita muzyka, którą zajmował się James Newton Howard.

„Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” to moim zdaniem majstersztyk. Wspaniale dopracowany, idealnie zrównoważony i co najważniejsze poszerzający naszą wiedzę na temat magicznego świata. Oglądając go wracamy do czasów dzieciństwa. Już nie mogę doczekać się następnych części, a te na pewno nastaną zwłaszcza, gdy spojrzymy na zakończenie. Sam nie wiem, co mógłbym więcej powiedzieć jeszcze mnie nosi ta ekscytacja i radość. Dawno tak dobrze się nie czułem. Chętnie tym szczęściem podzieliłbym się z całym światem. Oki, koniec tego dobrego, bo jeszcze ktoś pomyśli, że się narajałem czegoś i się nie podzieliłem. Dlatego też najwyższa pora na ocenę, a ta wynosi 5+/5.

Drogi czytelniku zanim skomentujesz zapoznaj się z niniejszymi punktami.
1. Proszę o nieumieszczanie w komentarzach linków do waszych blogów.
2. Pisanie recenzji trochę zajmuję więc byłoby miło gdyby nie pojawiały się komentarze w stylu "Fajna recenzja. Zapraszam do mnie."
3. Nie musicie mnie zapraszać do siebie. Jeżeli w profilu na bloggerze jest adres do Waszego bloga na pewno Was odwiedzę.
4. Ostrzegam, iż wszelakie treści wulgarne bądź obraźliwe będą usuwane.

2 komentarze:

  1. A mnie nudził... tak po prostu. Zasnęłam w trakcie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co kto lubi ale czemu Ci nie podpasowało? :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...