środa, 22 marca 2017

Lucyfer

Zastanawialiście się kiedyś jakby to było, gdyby Władca Piekieł wziął sobie urlop? No dobra, źle to określiłem. Po prostu dał dyla. Co nim kierowało? Czort jeden wie. I właśnie jego o to zapytajcie. A tak na serio chciałbym zaprezentować Wam serial, który moim zdaniem jest fenomenem ostatnich czasów. Dlaczego? O tym opowiem w dalszej części recenzji. Pewnie już się domyślacie, że tym razem na warsztat wziąłem „Lucyfera”.

Lucifer Morningstar (Tom Ellis) wraz ze swoją przyboczną Mazikeen (Lesley-Ann Brandt) trafiają do Miasta Aniołów gdzie otwierają luksusowy klub nocny. W ten sposób starają się nie myśleć o tym, co zostawili za sobą. Niestety nie będzie to takie łatwe jak im się wydaje. Zwłaszcza, że ktoś pragnie ich powrotu. Życie głównego bohatera zmienia się, gdy zaczyna współpracować z policją i przy pomocy swoich sztuczek z piekła rodem rozwiązuje zagadki kryminalne. Pewnie jesteście zaskoczeni takim obrotem sprawy. Postać kojarzona ze złem nagle zaczyna pomagać? Musi być w tym jakiś szwindel. A gdzie tam. Wystarczy, że pojawi się kobieta. Dokładnie policjantka Chloe Decker (Lauren German). Co z tego wyjdzie? Przekonacie się sami.

O fabule serialu mógłbym opowiadać godzinami. W czasie półtorej sezonu, które obejrzałem do tej pory działu się naprawdę wiele. I nie chodzi mi tu tylko o zagadki kryminalne, bo te nie są, aż tak interesujące. Liczą się tutaj relacje między bohaterami. Uwierzcie mi nie chodzi tu tylko o to, kto kogo do wyrka zaciągnie. Powiem to tak, z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. Jeżeli wasza familia to Najwyższy i przedstawiciele chórów anielskich, to z tego może wyjść tylko jedna rzecz. Sitkom. Może to dziwnie zabrzmi, ale inaczej nie można tej produkcji nazwać. Ja tak ja odbieram. Dominuje tu humor sytuacyjny, więcej go niż momentów przerażających. Nie wiem czy było to zamierzone czy wyszło tak w praniu. Objawia się on w sposobie bycia samego Lucyfera. Nie ukrywa się z tym, kim jest naprawdę. Wszem i wobec mówi, że jest Władcą Piekieł, ale to działa tak samo jakbym ja stanął na środku ulicy i wrzasnął, że jestem Elvisem. Mnie by zamknęli w wariatkowie, jego jakoś nie chcą. Podobno największym sukcesem diabła jest to, że ludzie w niego nie wierzą. Muszę przyznać, że udało mu się to, aż za dobrze.
Kurcze chyba za dużo zdradzam z fabuły, więc teraz wezmę się za całkowicie inny aspekt tej produkcji, za aktorów. Pod tym względem nie mogli chyba lepiej wybrać. Mimo ze większość z nich przelotem pojawiała się w mniej lub bardziej znanych produkcjach tutaj w końcu mogła pokazać, na co tak naprawdę ich stać. Za przykład podam Toma Ellisa. Dla mnie to człowiek znikąd. Nie pamiętam, żebym gdziekolwiek go widział. Rozpiska filmów, w których grał też nic mi nie mówi. Jednakże swoja charyzmą i niezwykłą osobowością idealnie wpasowuje się w rolę rozpieszczonego Władcy Piekieł.

Najlepszą jednak rolę otrzymała Rachael Harris, która wcieliła się w Dr Lindę Martin mogącą pochwalić się tym, że została psychologiem diabła. Dobrze przeczytaliście nawet on ma problemy, z którymi mnie może sobie poradzić. I właśnie to jest tu takie cudowne. Czasami wydaje mi się, że mamy do czynienia z kolejną ponadnaturalną tym razem edycją „trudnych spraw”. Dostajemy jednak coś o wiele bardziej ciekawego.

„Lucyfer” to moim zdaniem fenomen głównie z tego powodu, że to serial z jajem i do tego z ponadnaturalnym wydźwiękiem. Został naprawdę dobrze wykonany. Fabuła jest dość spójna, co dla mnie jest wielkim zaskoczeniem. Bohaterowie, których mamy przyjemność obejrzeć może czasem są aż nazbyt przerysowani, ale posiadają w sobie coś takiego, co nadaje im wyjątkowego charakteru. Nie sposób ich nie lubić. Jeżeli dodam do tego masę humoru oraz dość oryginalny jak na nasze czasy wygląd Lucka (chodzi mi o jego prawdziwy wygląd) to muszę przyznać, że producenci naprawdę się spisali. I pod względem wizualnym i merytorycznym serial ten załguje na szczere 4+/5.

Drogi czytelniku zanim skomentujesz zapoznaj się z niniejszymi punktami.
1. Proszę o nieumieszczanie w komentarzach linków do waszych blogów.
2. Pisanie recenzji trochę zajmuję więc byłoby miło gdyby nie pojawiały się komentarze w stylu "Fajna recenzja. Zapraszam do mnie."
3. Nie musicie mnie zapraszać do siebie. Jeżeli w profilu na bloggerze jest adres do Waszego bloga na pewno Was odwiedzę.
4. Ostrzegam, iż wszelakie treści wulgarne bądź obraźliwe będą usuwane.

4 komentarze:

  1. Humor sytuacyjny humorem sytuacyjnym, ale teksty jakie tam czasem lecą to obłęd:D
    Co do Lucka to mam wrażenie, że w drugim sezonie trochę za bardzo traci zadziorną osobowość i urok z pierwszego sezonu. Za dużo u niego użalania się. Ale i tak serial mi sie podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nom czasami teksty też niezłe są :) Nom staje się spokojniejszy ale może dlatego, że coraz bardziej ludzki się staje. Może następne sezony znowu obudzą w nim żyłkę Władcy Piekieł :)

      Usuń
  2. Pierwszym sezonem jestem zachwycona. Nie mogłam przestać oglądać. W drugim utknęłam gdzieś w połowie i nie wiem czy wrócę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj w klubie :) ja przerwałem tez w połowie drugiego sezony :) niestety nie lubię oglądać z napisami, ale zobaczę może na dniach zakończę to oglądać :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...