niedziela, 26 czerwca 2016

Generator Rex

Nie wiem czy powinienem się przyznawać, ale jestem wielbicielem kreskówek. Tak wiem, mam już swoje lata, ale jakoś zawsze lubiłem oglądać animacje nie ważne czy w postaci serialu czy też pełnometrażowe. Zwłaszcza, jeżeli mogą się one pochwalić dość oryginalnym i ciekawym pomysłem. Tak właśnie jest z „Generatorem Rexem”, którego wielokrotnie można było oglądać na kanale Cartoon Network. Nie jest to jednak historia całkowicie stworzona przez scenarzystów. Jej pierwowzorem był komiks „M. Rex” wydawany w Ameryce przez spółkę Avalon Comics, zależną od wydawnictwa Image Comics.

Minęło pięć lat, od kiedy wielki wybuch zmienił oblicze Ziemi. Nie była to jednak żadna asteroida ani nic takiego. To ludzka interwencja spowodowała, iż ewolucja nabrała całkowicie nowego tempa. A tak dokładniej to grupa naukowców pragnących wyeliminować choroby i głód na świecie. W ten sposób właśnie powstały nanity, mikroskopijne roboty będące nadzieją dla ludzkości. Niestety, coś poszło nie tak. Gigantyczna eksplozja rozsiała je na całym świecie wnikając we wszystko, co żyje. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie dziwaczne mutacje, które zachodzą tak samo u ludzi jak i w środowisku naturalnym. Takie zmutowane stwory zwą się E.V.O. Może źle powiedziałem stwory, ponieważ niektóre wykazują się niezwykłą inteligencją i mimo zmienionej formy cielesnej można się z nimi spokojnie porozumieć. Niestety, nie wszyscy są tacy, większość to destrukcyjne potwory. Właśnie z takimi walczy Providence, organizacja wojskowa mająca na celu wyleczenie, pokonanie albo całkowitą eliminację E.V.O. Ich tajną bronią jest tytułowy Rex, który jako jedyny na całym świecie jest w stanie panować nad nanitami w swoim ciele. To właśnie one dają mu możliwość tworzenia machin bojowych ze swojego ciała. Walka nie jest prosta. Wrogów jest mnóstwo, a przeciwności losu jeszcze więcej.

Może trochę za bardzo się rozpisałem, ale chciałem przedstawić Wam dość jasny zarys całości, a muszę przyznać w tym serialu naprawdę wiele się dzieje. Twórcy nie skupili się tylko na jednym konkretnym wątku, cała akcja nie kręci się tylko wokół Rexa. Z czasem zaczynamy poznawać historie innych bohaterów takich jak Agent 6 czy też Doktor Holiday. Pod tym względem muszę przyznać, iż spisali się. Wszyscy, których zobaczymy na ekranie mają bardzo wiele do opowiedzenia o sobie. Nie są to postacie jednowymiarowe. Każdy z nich ma swoje własne przeżycia, problemy, z którymi musi się zmierzyć albo przeszłość, o której wolałby nie pamiętać.

Pod względem wizualnym to istna rewelacja. Nie chodzi mi tylko o niesamowite sceny walk, ale również o machiny wytwarzane przez Rexa. Na największą jednak uwagę zasługują E.V.O. mogące pochwalić się naprawdę wielką różnorodnością. Przerażają i zachwycają zarazem, jedne podobne do tego, czym były przed przemianą, inne całkowicie zmienione. Spoglądając na nich oraz umiejętności, które posiadają twórcy musieli wykazać się niezła pomysłowością. Chociaż może większość została zaczerpnięta z komiksów? W Internecie chodzą różne plotki. Jedni piszą, że seria „M. Rex” doczekała się tylko dwóch zeszytów inni, że było ich dużo więcej.

Ciężko mi wybrać ulubioną postać. Oczywiście Rex tutaj rządzi, ale nic nie osiągnąłby bez swoich przyjaciół. Najbardziej jednak w oczy rzuca się Agent 6, sam jego pseudonim dodaje mu tajemniczości, a dodać do tego oziębłą powierzchowność, całkowitą powagę oraz mordercze umiejętności, aż dziwne, że można go polubić. Jego odwrotnością jest Bobo. Takie imię pasuje do małpki z cyrku, a nie całkowicie rozumnej istoty uzbrojonej w dwa pistolety, wielbiącej psoty i wielogodzinne imprezowanie.

Niestety nie obyło się bez wad, chociaż tak naprawdę tylko jedna rzuciła mi się w oczy. Producenci na siłę stali się przedłużyć całą historię. Jeżeli pierwszy i drugi sezon wyglądają świetnie to trzeci to kompletna pomyłka. Zostało tam dodanych tylko pobocznych wątków, że aż głowa boli. Najgorsze jest to, że żaden z nich nic a nic nie wnosi do fabuły. Spokojnie można by było to wszystko scalić i zostać przy dwóch nieco przedłużonych sezonach, a nie kaleczyć tak dobrą opowieść.

„Generator Rex” ma naprawdę wiele do zaoferowania. Ciekawa fabuła, niezła kreska oraz bardzo interesujący bohaterowie to tak naprawdę tylko szczyt góry lodowej. Zobaczycie w tej kreskówce poszukiwanie własnego miejsca, ucieczkę przed przeszłością oraz chęć niesienia pomocy. Nie jest to jednak bajka dla dzieci. Nie brakuje tu przemocy, ale nie jest ona krwista. No wiecie bebechy i krew pojawiająca się w każdej scenie. Nie zobaczymy tutaj samotnych kończyn czy też dekapitowanej głowy. W ogólnym rozrachunku kreskówka jest świetna, ale powinna zakończyć się wcześniej. Dlatego też ocena wyniesie tylko 4-/5.

Drogi czytelniku zanim skomentujesz zapoznaj się z niniejszymi punktami.
1. Proszę o nieumieszczanie w komentarzach linków do waszych blogów.
2. Pisanie recenzji trochę zajmuję więc byłoby miło gdyby nie pojawiały się komentarze w stylu "Fajna recenzja. Zapraszam do mnie."
3. Nie musicie mnie zapraszać do siebie. Jeżeli w profilu na bloggerze jest adres do Waszego bloga na pewno Was odwiedzę.
4. Ostrzegam, iż wszelakie treści wulgarne bądź obraźliwe będą usuwane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...