sobota, 21 marca 2015

John Flanagan - Zwiadowcy. Ruiny Gorlanu

Zanim przejdziemy do właściwej części dzisiejszej recenzji zastanówmy się chwilę, co powinna mieć dobra powieść dla młodzieży. Większość z Was pewnie powie, że zna kilka takich pozycji, w których była namiętność, wampiry i kilka innych nic nie wartych bzdetów. Nie chce nikogo tym urazić, ale mi chodzi o historię przepełnioną prawdziwymi wartościami. Takimi jak przyjaźń, honor, odwaga. Najlepiej jak są one powiązane z niezwykłą przygodą. Taką, jaką każdy z nas chciałby przeżyć. Dlatego właśnie chciałbym Wam dzisiaj zaprezentować książkę, która wciąga od pierwszych stron i zapewnia kilka nieprzespanych nocy. Zapraszam wszystkich do zapoznania się ze „Zwiadowcami” Johna Flanagana, a dokładniej z ich pierwszym tomem zatytułowanym „Ruiny Gorlanu”.

Will ma już piętnaście lat i nic nie wie o swojej przeszłości. Wszystko, co pamięta to sierociniec, który był i jest jego jedynym domem. Wraz z rówieśnikami oczekuje na dzień, który ma pozwolić im na nowy start. Mowa oczywiście o Dniu Wyboru, w którym mistrzowie różnych rzemiosł w lennie Regmont wybiorą sobie nowych uczniów. Chłopak ma jednak marzenie, żeby dostać się do Szkoły Rycerskiej. Nie będzie to jednak łatwe, ponieważ zwinność i spryt, które posiada to trochę za mało. Prawdziwy wojownik musi być silny. Niestety, jemu natura tej cechy poskąpiła. Pamiętajmy ze zawsze jest jakieś wyjście. Wpada w oko (bez żadnych podtekstów) Haltowi należącemu do Zwiadowców. Jest to elitarna jednostka królestwa, o której krążą najróżniejsze legendy. Zwłaszcza, że wojna zbliża się wolnymi krokami. Dawny wróg postanawia zemścić się za swoje krzywdy i odzyskać to, co według jego własnego rozumowania, prawnie mu się należy. Willa czeka jeszcze wiele nauki zanim, chociaż częściowo doścignie swojego nauczyciela. Los jednak nie będzie tak łaskawy i postawi go przed najtrudniejszą próbą.

Najwyższa pora na dokładniejszą analizę opowieści. Moją ocenę zacznę tradycyjnie od fabuły. Na pierwszy rzut oka podążanie ścieżką od zera do bohatera w literaturze młodzieżowej nie jest zbyt oryginalne. Spotkaliśmy się z tym wielokrotnie. Na szczęście autorowi udało się dorzucić tu odrobinę świeżości w postaci masy przygód oraz wewnętrznych rozterek Willa. Nie użala się on jednak nad sobą, ale prze do przodu pomimo wszelakich kłopotów. Kolejny ciekawy element, o którym Flanagan pomyślał to przedstawienie prawdziwej męskiej przyjaźni. Nie chodzi mi tu o wspólne wyrywanie panienek czy picie alkoholu w ilościach hurtowych. Tylko takie prawdziwe braterstwo, o które ciężko w dzisiejszych czasach.

Bohaterów też wykreował niesamowitych. Nie chodzi mi tylko o tych, wokół których dzieje się cała akcja, ale również tych, którzy mają swoje epizodziki. Może to dziwnie zabrzmi, ale chętnie poznałbym Jenny. Miłą, zabawną i rezolutną uczennicę kuchmistrza Chubba. Cała reszta w jakiś sposób staje się częścią królestwa. Walczą za nie, piszą dokumenty, pracują w służbach dyplomatycznych. Ona stoi jakby obok tego. Właśnie, dlatego najbardziej rzuca się w oczy. Jest takim kontrastem miedzy walkami, a życiem codziennym. Reszta postaci też jest wspaniała. Zwłaszcza Halt, którego naprawdę trudno jest rozgryźć. Wiele lat w zawodzie stworzyły z niego skałę nie do przebicia. Ciężko komukolwiek odkryć jego prawdziwe wnętrze.

Całość czyta się naprawdę świetnie. Autor wiele uwagi oraz pracy włożył w opisy walk, szkolenia Willa oraz ogólnego wyglądu świata. Mamy tu trochę więcej niż trzysta stron. Dlatego też nie znajdziemy nic zbędnego. Czasami wydawało mi się, że czas za szybko leciał, ale nie było czasu zastanawiać się nad każdym szczególikiem. Zostawiono jednak pewne pole manewru dla czytelnika, który może sam sobie wyobrazić wszystko kierując się tylko ogólnym zarysem otoczenia umieszczonym w książce.

Muszę zgodzić się z wypowiedzią znajdującą się na tylnej okładce tej pozycji. „Zwiadowcy” to fantasy bez magii. Nie wiem, dlaczego, ale przychodzą mi na myśl stare i dobre historie w stylu heroic fantasy. Grupa przyjaciół o różnych umiejętnościach walczy ze złem. Nie znajdziemy tu jednak smoków, elfów czy chociażby krasnoludów. Potwory niby są, ale stały się elementem tła. Dodatkiem takim jak oliwki na pizzy. Bez nich też da się zjeść. Spokojnie można by było je zastąpić ludźmi i nic by to nie zmieniło. Mowa oczywiście o potworach, a nie oliwkach.

Najwyższa pora kończyć. „Ruiny Gorlanu” najbardziej chciałbym polecić rodzicom, którzy nie wiedzą, co zrobić, żeby ich dzieci (13-15 lat) zaczęły czytać. Seria ta powinna przypaść im do gustu. Pełna jest zabawnych sytuacji, przygód, niezwykłych wypraw oraz walki, która nie jest opisywana, jako krwawa rzeź. Kieruje ją również dla tych nieco starszych moli książkowych, którzy szukają w książkach chwili relaksu. Nie znajdziemy tu zagadek kryminalnych pokroju Sherlocka Holmesa. Wszystko jest proste, ale nadal bardzo ciekawe. Moja ocena to 5-/5.

Tytuł: Ruiny Gorlanu (The Ruins of Gorlan)
Cykl: Zwiadowcy
Tom: 1
Autor: John Flanagan
Tłumaczenie: Stanisław Kroszczyński
Wydawca: Jaguar
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 25 marca 2009
Liczba stron: 320
Oprawa: miękka
Format: 135 x 200 mm
ISBN-13: 978-83-60010-88-4
Cena: 29,90 zł

Drogi czytelniku zanim skomentujesz zapoznaj się z niniejszymi punktami.
1. Proszę o nieumieszczanie w komentarzach linków do waszych blogów.
2. Pisanie recenzji trochę zajmuję więc byłoby miło gdyby nie pojawiały się komentarze w stylu "Fajna recenzja. Zapraszam do mnie."
3. Nie musicie mnie zapraszać do siebie. Jeżeli w profilu na bloggerze jest adres do Waszego bloga na pewno Was odwiedzę.
4. Ostrzegam, iż wszelakie treści wulgarne bądź obraźliwe będą usuwane.

6 komentarzy:

  1. Sama zaczytywałam się w tej serii i uważam, że to kawał dobrej literatury. Polecam Ci również drugi cykl autora "Drużynę" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ostatni zastanawiałem się czy kolejna jego seria jest równie dobra :)

      Usuń
  2. Powiem tak: dwa lata temu do moich rak trafil pierwszy tom - ot tak w bibliotece sie odnalazl przyapdkiem. I pare tygodni pozniej siedzialam majac przed soba 12 tomow i zaledwie niecale dwa tygodnie. Coz uznalam ze zrobie to co robie zazwyczja przeczytam "byle jak" by wiedziec czy mnie to wciagnie. I kurcze dotarlam do 10 tomu. Na dalej zabraklo czasu. W koncu to mialy byc aktywne wakacje a nie z ksiazka w nosie ;) Teraz mam wlasne 5 tomow i mam zamiar przeczytam od a do z nie pomijajac ani jednego wyrazu. Uwazam ze to genialna ksiazka ktora spokojnie moze obok Harrego Pottera stac na polce. Nie musza konkurowac o nie. One sa tak rozne a zarazem tak wspaniale sie uzulepniaja. Magia kontra szara rzeczywistosc z miloscia i prawdziwa przyjaznia gdzie jak to napisales: nie licza sie wyrwane panienki i Ilosc wypitego piwa na imprezei :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wakacje z książką mogą być aktywne :) i do tego na świeżym powietrzu :) ja też postawiłbym całą serię koło Pottera :) mimo że są od siebie różne jak ogień i woda to i tak do obu serii jeszcze wrócę i to nie raz :)

      Usuń
    2. a i byly aktywne ;] robilam po 10 km a potem do ksiazki hihi , HP i Zwiadowcy sa cudowni :3

      Usuń
    3. Zawsze można biegać i słuchać audiobooków :P

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...