niedziela, 7 września 2014

Olga Gromyko - Wierni wrogowie

"Trzymaj swoich przyjaciół blisko, ale swoich wrogów jeszcze bliżej". Cytat ten pewnie nie jest nikomu obcy. Słyszeliście go wielokrotnie w tej czy też podobnej formie. Pochodzi on z drugiej części „Ojca chrzestnego”. Nie chce jednak dzisiaj mówić o tym filmie, bo przyznam się, że go nie obejrzałem. Zastanawiacie się pewnie, czemu akurat od niego zacząłem, prawda? Świetnie wpasowuje się w książkę, którą udało mi się wczoraj skończyć. „Wierni wrogowie” to najnowsza powieść znakomitej białoruskiej pisarki Olgi Gromyko. Większość z Was, jeżeli nie wszyscy, znają ją dzięki W. Rednej. Najbardziej charakterystycznej bohaterce ostatnich lat, jaką mieliśmy szczęście poznać dzięki „Zawodowi: Wiedźma”. Muszę przyznać, że jej najnowsza pozycja przyciągała mnie od dłuższego czasu, chociaż również napawała pewnym lękiem. Poprzednia seria nie była do końca udana, jeżeli mam być szczery. Dlatego też tym razem czułem się trochę jak saper, wszystko jednak z czasem wyjaśnię. Na razie opowiem, kogo tym razem spotkamy.

Szelena mieszka samotnie w dawno opuszczonej chacie pod lasem. Pracuje, jako pomocnica zielarza w pobliskiej osadzie zwanej Wysiedliskiem. Na pierwszy rzut oka wydaje się zwykłą dziewczyną. I całe szczęście, ponieważ gdyby prawda wyszła na jaw znowu musiałaby szukać nowego domu. Jest, bowiem wilkołakiem, a większość ludzi widzi w tym gatunku tylko dzikie krwiożercze bestie niezdatne do jakichkolwiek uczuć. Pewnego dnia ratuje od haniebnej śmierci w parowie, pobitego przez wieśniaków, maga Weresa. Trzeba przyznać, że nie przepadają za sobą i nic w tym dziwnego. Uratowany postawił sobie kiedyś za cel zabijanie pomroków, czyli mrocznych istot, do których zalicza się wilkołaki, czyli również i naszą bohaterkę. Nie jest to jednak jedyne jej zmartwienie. W okolicy zaczęły pojawiać się dziwne niewidzialne, rządne krwi potwory, które grasują na rachunek Szeleny. Wspólnymi siłami postanawiają rozwiązać zagadkę, odkładając decydujący pojedynek między sobą na bardziej dogodny moment. Ich kompania powiększa się o ucznia maga, dość pyskatego dzieciaka o wielu talentach oraz smoczego Casanovę, który nie przepuści żadnej kobiecie.

No muszę powiedzieć, że nie jest źle, chociaż zawsze mogłoby być lepiej. Pierwszą wadą, jaka rzuca mi się w oczy, to sama Szelena. Wiem, że wszystko dzieje się w tej samej krainie, co poprzednia seria autorki, ale główna bohaterka wydaje się pra pra pra babką Wolhy. Ich charaktery są strasznie do siebie zbliżone. Nie wiem czy kopiowanie postaci jest dobrym pomysłem, ale trochę dziwnie się poczułem. Fabuła też nie jest moim zdaniem czymś nowym. Wysłanie kilku osób na niebezpieczną misję powtarzało się w literaturze setki razy. Wszystko zalatuje mi dodatkowo RPGiem. Idź tu, zrób to, idź tam, zrób tamto. Czasami czułem się jakbym nie czytał, a grał w coś. Najgorsze było, moim zdaniem, zdobywanie armii. Jeżeli spotkali nową rasę to miałem przeczucie, że się przyłączą. No dobra teraz spoleruje, ale chce żebyście wiedzieli, co mi się nie podobało. Nie wiedziałem jak inaczej ubrać to w słowa, więc zostało mi pisanie wprost. Całe szczęście, że autorka nie stworzyła nadludzi. Jeszcze tego by brakowało. Najpotężniejszy mag, wraz z przerażającym smokiem oraz krwiożerczym wilkołakiem będą pokonywać wrogów całymi tabunami. Tego chyba bym nie zniósł.

Do gustu nie przypadły mi również czasami zbyt obszerne opisy. Przyznam się, że czułem się trochę jakbym znowu czytał „Władcę pierścieni”. Ile można opisywać jedno miejsce. Mogła się skupić na bardziej dynamicznych scenach walk, ponieważ tutaj trochę to kulało jak pies bez jednej nogi.

Dobra czas znaleźć jednak coś dobrego w tym wszystkim. Humor to chyba jedna z niewielu rzeczy, do których nie mogę się przyczepić. Główna para bohaterów, a raczej cała ekipa z powodu braku możliwości walki na pieści, mogą na szczęście liczyć na słowne utarczki. Niektóre z nich przypominają grę w ping-ponga. Miło się to czyta. Nie robią tego, żeby drugiemu zrobić przykrość, ponieważ nieczęsto poruszają jakieś bolesne tematy. Zauważymy w tym pewnego rodzaju przyjacielskie przekomarzanki, chociaż żadne z nich się do tego nie przyzna.

Fajnym pomysłem jest również przeplatanie całości powieści wspomnieniami Szeleny. Niektóre z nich wyjaśniają, chociażby jej nastawienie do życia. Mogło jednak być ich nieco więcej. Nie do końca widać rozbudowaną naturę dziewczyny, a nie jest ona jednowymiarowa.

Nie wiem czy moja negatywna ocena spowodowana jest tym, że ową pozycję czytałem trzy tygodnie. Może po prostu nie dałem rady odpowiednio zagłębić się w całą historię, ale i tak uważam, że czegoś mi tu brakowało. Czasami biorąc nową książkę do ręki po prostu nie sposób się oderwać. Wtedy właśnie wiem, że jest dobra. Tutaj czasami przysypiałem, omijałem niektóre opisy, co przyznam niezbyt często mi się zdarza oraz czekałem, że to wszystko jednak się rozkręci. W fabule znajdzie się momenty tego wyżu emocjonalnego, ale potem spadamy na łeb na szyję. Wielu osobom moja recenzja może się nie spodobać, ale chce być po prostu uczciwy. Oceniam ją na 3+/5.

 Tytuł: Wierni wrogowie (Верные враги)
Autor: Olga Gromyko
Tłumaczenie: Marina Makarevskaya
Wydawca: Papierowy Księżyc
Data wydania: 12 maja 2014
Liczba stron: 650
Oprawa: miękka
Format: 143x205 mm
ISBN-13: 978-83-61386-43-8
Cena: 47,90 zł

Drogi czytelniku zanim skomentujesz zapoznaj się z niniejszymi punktami.
1. Proszę o nieumieszczanie w komentarzach linków do waszych blogów.
2. Pisanie recenzji trochę zajmuję więc byłoby miło gdyby nie pojawiały się komentarze w stylu "Fajna recenzja. Zapraszam do mnie."
3. Nie musicie mnie zapraszać do siebie. Jeżeli w profilu na bloggerze jest adres do Waszego bloga na pewno Was odwiedzę.
4. Ostrzegam, iż wszelakie treści wulgarne bądź obraźliwe będą usuwane.

4 komentarze:

  1. Ups przeczytałam do pierwszych zdań 2 akapitu i chyba sobie zaspoilerowałam. :/ Akurat niedawno szukałam informacji na temat "Zawód: Wiedźma" i natrafiłam się na tę pozycję i od razu wrzuciłam to teczki "chcę przeczytać". Mi akurat spodobała sie historia W.Rednej pewnie dlatego że to taka babska książka o babie. I mam nadzieję że również wyżej opisana książka mi się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy to babska książka? nie powiedziałbym :) a W. Redna to baba z jajami :P

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja powiedziałabym, że wiedźma to nie "baba" ale silna, stanowcza kobieta, która wie czego chce. Baba kojarzy się niesympatyczną postawą u płci żeńskiej przejawiającą się agresją psychiczną i fizyczną i dość prymitywnym słownictwem :) A Wiedźma to świetna bohaterka o!

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj przepraszam za nieodpowiednie słownictwo :) trzeba przyznać że silna jest :) chyba nie chciałbym jej nadepnąć na odcisk :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...