sobota, 7 czerwca 2014

Markus Zusak - Złodziejka książek

Nigdy nie należałem do wielbicieli książek czy filmów, których akcja działa się w czasach Pierwszej albo Drugiej Wojny Światowej. Jakoś nie mogłem czytać o śmierci, poniżaniu innych i ogólnie o wszystkich okrucieństwach tamtych czasów. Dlatego pisząc tą recenzję zastanawiałem się, czemu tak w ogóle sięgnąłem po „Złodziejkę książek” Markusa Zusaka. Zachęcili mnie do tego moi znajomi, który wypowiadali się o niej w samych superlatywach. Swoje trzy grosze dołożyła również niezwykła okładka. Największą jednak zachętą był film o tym samym tytule. Uważam, że nie można obejrzeć ekranizacji, jeżeli nie przeczytało się powieści. Teraz naprawdę cieszę się z takiego punktu widzenia.

Główną bohaterką jest nastoletnia Liesel Meminger, która wraz ze swoim młodszym bratem ma zamieszkać u rodziny zastępczej w fikcyjnym Molching na przedmieściach Monachium. Niestety, chłopiec nie dożywa końca swojej podróży, jednak jego śmierć pozwala stać się Liesel tym, kim ma być, czyli złodziejką książek. To właśnie w czasie pogrzebu w jej ręce trafia pierwsza książka „Podręcznik Grabarza”. To od niej wszystko się zaczęło. Rodzina, do której trafiła była zwyczajna, taka, jakich wiele. Hans Hubermann był z zawodu malarzem pokojowym, a w wolnych chwilach grywał na akordeonie. Jego żona Rosa była praczką. Chyba tak najprościej to określę. Dziewczynie dobrze żyło się przy nowej mamie i tacie. Chodziła do szkoły, grała w piłkę i latała z kumplami na złodziejkę jabłek. Najchętniej jednak uczyła się czytać. Robiła to z prawdziwą pasją i zaangażowaniem. Znalazła, bowiem najlepszego nauczyciela, o jakim mogła marzyć. Swojego nowego ojca. Żyło im się spokojnie do czasu, gdy w ich drzwiach stanął żydowski bokser Maks Vandenburg. Od teraz wszystko się zmienia. Jedni powiedzą, że na lepsze, inni na gorsze. Prawda jest jednak po środku. Są to, bowiem czasy II Wojny Światowej, gdy Adolf Hitler stara się narzucić wszystkim swoje myślenie. Jak sami się przekonacie nikomu nie było wtedy łatwo.

Mam nadzieje, że zbyt wiele nie zdradziłem. Chciałem tylko przybliżyć Wam ogólny zarys historii, z którą tu się spotkamy. Dla większości wydaje się to kolejną książką o wojnie, nic jednak bardziej mylnego. Od całej reszty różni ją narrator, którym jest Śmierć oraz to, że bohaterowie są Niemcami. Najczęściej mówiąc o tamtym okresie czy to na piśmie czy na wielkim ekranie przedstawia się losy okupowanych. Skupiając się na mieszkańcach krajów gdzie III Rzesza stara się zasiać swoje ziarenko nienawiści. Zapomina się jednak o Niemcach, którzy nie brali udziału w walkach. Mieszkali Spokojnie w swoich domkach, wykonując codzienne czynności. Tutaj jednak zobaczymy, że nawet oni nie mieli łatwego życia. Patrzyli jak ich bliscy odchodzą na pola bitew, bez nadziei na powrót. Właśnie to jest największy urok tej książki. Spojrzenie na tą sytuację z innej perspektywy, pozwala nam lepiej zrozumieć tamtych ludzi. Kierujące nimi uczucia, postępowania oraz to, że nie wszyscy byli źli.

Pewnie wielu z Was zaciekawił fakt, że wspomniałem już o niezwykłym narratorze. Śmierć, którą tu spotykamy przypomina trochę tą Pratchettową z tą różnicą, że jest bardziej poważna. Podobieństwo znajdziemy w tym, iż staje się tu żywą istotą. Opowiada całą historię ze swojej perspektywy, dzieląc się uczuciami, spostrzeżeniami, ogólnie mówi o tym, co widziała. Dla większości Śmierć to nie postać, lecz stan. Człowiek umiera, a jego dusza idzie albo do nieba albo do piekła. Tym razem jednak jest inaczej. Ma ona, bowiem uczucia. Widać to już na samym początku, gdy w prologu sama o sobie mówi, że potrafi być wesoła, przyjacielska, sympatyczna i życzliwa. Po dłuższym czytaniu pojawia się również Śmierć zmęczona, troskliwa oraz smutna. Zwłaszcza, gdy musi zbierać całymi setkami, jeżeli nie tysiącami, dusze ludzi, którzy mieli całe życie przed sobą. Nikt chyba jeszcze nie patrzył na tą mroczą postać w taki sposób. Mogę się mylić. Nie wszystkie książki przeczytałem, ale to moje pierwsze spotkanie z dobrą Śmiercią (nie licząc tej u Pratchetta).

Czas powiedzieć, o czym tak naprawdę jest ta książka. Trochę o wojnie, ale nie bezpośrednio. Walki są tu dość odległym tłem. Może o miłości? To na pewno, ale bardzo subtelnej i skrywanej. Może o przyjaźni silniejszej niż jakiekolwiek poglądy polityczne i religijne. To, na pewno. Powiem jednak jak ja ją odbieram. Jest ona o dobroci serca. Pojawiającej się w najcięższych czasach u osób, których byśmy o to nie podejrzewali. Nie brakuje tu również straty, walki ze słabościami oraz godzenia się ze Śmiercią. Pamiętajmy, że tylko ona jest sprawiedliwa, ponieważ zabiera każdego. Nie ważne czy dobry czy zły. Nikt przed nią nie ucieknie.

Jak zaczniecie czytać „Złodziejkę książek” zauważycie, że to tak naprawdę po trochu notes, pamiętnik, jak i również książka w książce. Częste przerywniki Śmierci, która dzieli się z nami swoimi przemyśleniami, niejednostajny kierunek przebiegu czasu opowieści sprawia, że nie wiemy, czego mamy się spodziewać w następnym rozdziale. Nie jest to wadą, lecz zaletą, ponieważ prosty język, którego używa autor zachęca do dalszego, głębszego poznawania losów Liesel.

Przyznam, że chciałem zabłysnąć elokwencją. Nie wiem jednak czy większość z Was zrozumie mój wywód dotyczący niejednostajnego kierunku przebiegu czasu opowieści. Chodzi tu o to, że Śmierć czasami otwiera przed nami wrota przyszłości opowiadając o jakimś wydarzeniu, a dokładniej jego końcu, by następnie poinformować nas jak do niego doszło.

Świetnie pasują tutaj słowa Jana Twardowskiego „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Nigdy nie odkładajmy okazywania uczuć innym na później, żebyśmy w godzinie naszej lub ich śmierci nie żałowali, że nie powiedzieliśmy im, co tak naprawdę czujemy.

Udało mi się nawet ładnie rozpisać. Chociaż obawiam się czy nie powiedziałem trochę za dużo. Po prostu zdania same ze mnie wypływały. Nie było takich kłopotów jak zazwyczaj żeby ubrać wszystko w słowa. Dlatego z czystą przyjemnością polecam Wam tą niezwykłą książkę. Wzruszającą, ciekawą, wciągającą od pierwszych stron, ale co najważniejsze ukazującą uczucia, które często staramy się od siebie odrzucić. Nie pamiętam, kiedy ostatnio oceniłem coś tak wysoko, ale ze szczerym sercem dam „Złodziejce książek” 6/5.

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 1/2008
Rok wydania oryginału: 2005
Liczba stron: 494
Format: 155x240 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-10-11358-0
Wydanie: I
Cena z okładki: 44,90 zł

Drogi czytelniku zanim skomentujesz zapoznaj się z niniejszymi punktami.
1. Proszę o nieumieszczanie w komentarzach linków do waszych blogów.
2. Pisanie recenzji trochę zajmuję więc byłoby miło gdyby nie pojawiały się komentarze w stylu "Fajna recenzja. Zapraszam do mnie."
3. Nie musicie mnie zapraszać do siebie. Jeżeli w profilu na bloggerze jest adres do Waszego bloga na pewno Was odwiedzę.
4. Ostrzegam, iż wszelakie treści wulgarne bądź obraźliwe będą usuwane.

2 komentarze:

  1. Moim zdaniem "Złodziejka książek" to jedna z takich pozycji, która pokazuje, że literatura ma ogromny wpływ na człowieka. Pokazuje, że wartości takiej jak przyjaźń, miłość potrafią przezwyciężyć zło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam że ta książka pokazała lepiej wartość przyjaźni i miłości w ludzkim życiu niż nie jeden film który widziałem.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...