czwartek, 27 marca 2014

Philip Pullman - Mroczne Materie: Zorza Północna

Czy zdarzyło wam się czytać książkę, której tytuł został zmieniony po tym jak nakręcono na jej podstawie film? Wiem, że dla niektórych może to się wydawać dziwaczne. Jest to jednak prawda. Pierwszy tom trylogii „Mroczne materie” Philipa Pullmana pierwotnie nosił nazwę „Zorza północna” jednakże po sukcesie ekranizacji została zmieniona na „Złoty kompas”. Zastanawiacie się pewnie, po co to zrobili. Pomyślcie przez chwilę. Nie znając autora, po jakiej nazwie byście szukali? Oczywiście, że po tytule kinowej wersji. Ja tak zrobiłem i byłem zaskoczony, że w bazie nic takiego nie ma. Poszedłem jednak po rozum do głowy i zlazłem informację, kto ją napisał. Bardzo mi to pomogło.

Nie czas jednak pisać o moich kłopotach ze znalezieniem książki. Przecież recenzja powinna pokazywać mój punkt widzenia. Jednak zanim do tego dotrzemy czas powiedzieć, co nieco o fabule, a ta jest bardzo ciekawa.

Główną bohaterką jest Lyra, osierocona dziewczynka mieszkająca w Kolegium Jordana na Oxfordzkim Uniwersytecie. Żyje jej się tam dobrze. Większość wolnego czasu spędza na łobuzowaniu wraz z dziećmi służby lub lataniu po dachu. Spokój ten przerywa przybycie gościa. Przyjeżdża jej wuj Lord Asriel. Jest o człowiek stanowczy i bardzo chłodny w kontakcie z drugą osobą, nawet to, że dziewczynie udaje się uratować mu życie nie zmienia jego nastawienia do niej. Podczas jego spotkania z uczonymi podsłuchuje rozmowę dotyczącą „Pyłu”. Tajemniczej substancji, której badaniem zajmuje się mężczyzna. Tymczasem w mieście zaczynają znikać dzieci. O ich porywanie oskarża się ludzi nazywanych Grobalami. Pewnego razu na listę zaginionych trafia jej przyjaciel Roger. Lyra pragnie wyruszyć w podróż by go odnaleźć. Wszystko psuje pojawienie się pani Coulter, która wkupuje się w jej łaski obiecując zabranie do Londynu. Jednak przed wyjazdem dziewczynka zostaje od Rektora uczelni Altheiometr. Urządzenie podobne do kompasu jednakże wskazujące nie kierunek a prawdę. Jego właściciel potrafi przy pomocy odpowiedniej interpretacji znaków na nim umieszonych odpowiedzieć na każde pytanie. Po wyjeździe wszystko zaczyna się sypać, nowa opiekunka bohaterki zaczyna pokazywać swoje prawdziwe straszne oblicze, przez co zmusza ją do ucieczki. Dzięki temu trafia w ręce Cyganów, z którymi wyruszy na północ w poszukiwaniu zaginionych dzieci. Po drodze spotka pancerne niedźwiedzie, wiedźmy oraz masę innych stworzeń nie zawsze dobrych.

Na koniec napomnę o sprawie, która nie wiedziałem jak wpleść w wyżej umieszczony opis. W świecie stworzonym przez autora wszyscy ludzie posiadają dajmony. Wcielenia duszy wyglądem przypominające zwierzęta. Potrafią one zmieniać swoją formę, która zatrzymuje się, gdy ich właściciel wkroczy w dorosłość.

Mam nadzieje, że zbyt wiele nie opowiedziałem. Starałem się napomknąć tylko o tym, co najważniejsze nie opisując całej historii. Muszę coś przecież zostawić dla czytelnika. Główną uwagę chciałbym zwrócić na świetne połączenie dobrze nam znanego świata z wierzeniami a dokładniej z umieszczeniem koło ludzi istot mitologicznych. Nie wolno zapomnieć o elementach steampunkowych. Autor większość stworzeń pewnie sam powymyślał, ale zrobił to naprawdę dobrze. Wszystkie zostały dokładnie opisane nie tylko ze względu na wygląd jak i charakter, dzięki czemu scenarzyści nie mieli pewnie zbyt wielkich kłopotów w czasie tworzenia ekranizacji.

Wracając jednak do książki i tych nieszczęsnych opisów. Pozwalają one lepiej czytelnikowi przenieść się do świata Pullmana. Pamiętajmy jednak o umiarze. Tym razem było ich za dużo. Często akcja spowalniała do tego stopnia, że po prostu nudziłem się, a szkoda mi było pominąć jakiś fragment z obawy, że wśród tego słowotoku znajdę jednak coś ważnego.

Podoba mi się jednak to, że autor stworzył wątek schodkowy. Wyjaśnienie jednej tajemnicy nie znaczy, że wiemy już wszystko, bo po niej pojawia się następna nawet bardziej skomplikowana. Nie dostajemy wszystkiego na tacy. Na wątek opisujący, co dzieje się z dziećmi musimy dość długo czekać.

Kolejnym świetnym pomysłem jest przedstawienie całej historii oczami dziecka. Należy zwrócić uwagę, że gdyby bohaterem był dorosły pewnie więcej by mędrkował niż to potrzebne. Lyra natomiast często idzie na żywioł, kieruje nią serce a nie rozum i ma pomysły, które tylko jej mogłyby wpaść do głowy.

Największą jak dla mnie wadą „Zorzy północnej” a dokładniej tego wydania, które czytałem była mała czcionka. Jestem młody i nie chodzi tu o to, że nie mogłem rozczytać. Nie lubię po prostu zbyt długo siedzieć na jednej stronie, bo jeszcze bardziej mi się to nuży zwłaszcza, gdy pojawiają się dość mało ciekawe fragmenty.

Znowu się rozpisałem. Nie wiem czy dobrze czy źle, ale jak znam siebie to pewnie jeszcze zapomniałem o czymś ważnym napomknąć. Mam nadzieje, że mi to wybaczycie i mimo tych braków sięgniecie po książkę. Ogólnie została napisana bardzo dobrze. Pullman stworzył świat naprawdę barwny i ciekawy, pełen najróżniejszych stworzeń oraz nieprzerysowanych bohaterów, których naprawdę czasem ciężko zrozumieć. Czytałem ją dość długo, bo aż tydzień, ale nie żałuję. To fajnie opowiedziana historia nie tylko dla młodzieży. Moja ocena to 4/5.

Tytuł: Zorza północna (Northern Lights)
Cykl: Mroczne materie
Tom: 1
Autor: Philip Pullman
Tłumaczenie: Ewa Wojtczak
Wydawca: Albatros
Data wydania: 2 lipca 2004
Liczba stron: 448
Oprawa: miękka
Format: 120 x 195 mm
ISBN-10: 83-7359-065-X
Cena: 30,00 zł

Drogi czytelniku zanim skomentujesz zapoznaj się z niniejszymi punktami.
1. Proszę o nieumieszczanie w komentarzach linków do waszych blogów.
2. Pisanie recenzji trochę zajmuję więc byłoby miło gdyby nie pojawiały się komentarze w stylu "Fajna recenzja. Zapraszam do mnie."
3. Nie musicie mnie zapraszać do siebie. Jeżeli w profilu na bloggerze jest adres do Waszego bloga na pewno Was odwiedzę.
4. Ostrzegam, iż wszelakie treści wulgarne bądź obraźliwe będą usuwane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...