sobota, 15 marca 2014

Maja Lidia Kossakowska – Zakon Krańca Świata tom 2

Najczęściej wykorzystywane wersje końca świata to bunt maszyn, wojna atomowa albo uderzenie w powierzchnie planety wielkiej asteroidy. Sami możecie poświadczyć, że wiele razy czytaliście książki albo oglądaliście filmy z tego rodzaju kataklizmem. Pewna pisarka poszła jednak o krok dalej. Stworzyła historię o postapokaliptycznej masakrze. Dwunastu przywódców sekt w noc Jesiennego Przesilenia zesłało na ludzkość zagładę tak straszną, że nawet w koszmarach się ona nie pojawiała. Nastał dzień sądu razy dwanaście. Pewnie domyślacie się, o jakiej autorce mówię i jakie dzieło planuję zrecenzować. „Zakon Krańca Świata” tom 2 Mai Lidii Kossakowskiej to dzieło naprawdę wyjątkowe. Jednak na zachwyty nadejdzie jeszcze pora. Czas powiedzieć, co spotka głównego bohatera tym razem.

Lars Bergerson (Berg) zwany również Końską Czaszką jest Grabieżcą. Osobą, która potrafi poruszać się między wymiarami by okradać Mistrzów Blasku z ich tajemnic. Każda wyprawa to masa niebezpieczeństw, ale jeżeli się powiedzie może przynieść ludziom lepsze życie.

Główny bohater postanawia wreszcie wyruszyć w podróż by odnaleźć Wyrocznię i tajemnicze Drzewo. Dość ma życia, które się sypie oraz nawiedzonych świrów mówiących o jego przeznaczeniu. Pragnie znaleźć lekarstwo dla Miriam z Czajnika oraz co najważniejsze swoją żonę. Droga nie jest jednak usłana różami. Dla wielu poszukiwacz na jego poziomie jest bezcenny. Gotowi są oni na wszystko żeby tylko pracował dla nich, nawet wbrew własnej woli. Dzikie krainy, które stoją przed Bergiem otworem skrywają mnóstwo tajemnic. Ludzi, którzy z biegiem czasu zdziczeli przesiąknięci mocą Drzewa. To inne, nieznane mu do tej pory miejsca. Wie jednak, że gdzieś tam na północy czeka Zakon Krańca Świata oraz odpowiedzi na wszystkie nurtujące go pytania. Co tam odnajdzie? Co tak naprawdę jest mu pisane? Czy wróci, jako Berg Grabieżca czy ktoś zupełnie inny? Przeczytajcie, a przekonacie się, co tak naprawdę skrywa ta historia.

Dobra to już delikatny opis fabuły za nami, czas na ocenę. Pewnie pamiętacie, że jakoś nigdy nie byłem wielbicielem mrocznego fantasy a na tą pozycję nie można spojrzeć inaczej jak przez pryzmat ciemnego postapokaliptycznego chyba science fiction. Czemu chyba? Bo sam nie wiem, pod jaką kategorię podpisać tą książkę. Przecież nie istnieją takie urządzenia jak azyle umożliwiające przenoszenie się do innego wymiaru. Brakuje tu jednak prześwitów prawdziwej fantastyki naukowej. To takie połączenie duchowej mentalności człowieka. Jego marzeń, koszmarów, najdziwniejszych wyobrażeń oraz świata niby podobnego do naszego, gdzie ludzie dzielą się na lepszych i gorszych. Nie ważne czy nastanie apokalipsa czy też nie, podziały zawsze będą. Należy jednak patrzeć na to inaczej z nadzieją, że każdy nasz krok może coś zmienić. Tak właśnie robił główny bohater, który przyznam nie ma łatwego charakteru. Widać jego próby udawania zimnego drania, lecz gdy przychodzi, co do czego potrafi być przyjacielski i opiekuńczy. Zobaczcie sami, postanawia wyruszyć w niebezpieczną podróż żeby tylko uratować Miriam. Wiem, że może to tylko wyrzuty sumienia, ale jednak nie zamyka ich w sobie. Widać wtedy jego serce, które próbuje tak ukryć. Na największą jednak pochwałę zasługuje wyobraźnia autorki. Nie wiem skąd ona bierze pomysły na zabezpieczenia Mistrzów Blasku albo potwory i istoty, które spotyka na swojej drodze Berg. Wszystkie jednak są dopracowane i naprawdę dobrze przemyślane. Nic tu nie zostało stworzone od tak. Każdy element książki jest jak kawałek puzzli, tylko odpowiednie dopasowanie elementów sprawi, że ułożą się one w jedną spójną całość.

Przyznam jednak, były momenty zwątpienia, kiedy to akcja zwalniała tak bardzo, że miałem ochotę się poddać, jednak nie po to przeczytałem połowę książki żeby zrezygnować. Ciągnąłem to dalej i dalej. Cieszę się, że to zrobiłem, ponieważ zakończenie jest kwintesencją całości. Nie będę mówił, co się stanie czy Berg znajdzie odpowiedzi. Chcę zostawić dla was czytelników taką nutkę poszukiwacza. Użyjcie tego tomu, jako własnego azylu i zabawcie się w Grabieżcę. Przenieście się do innego świata by wraz z bohaterami przeżywać najwspanialsze przygody, o jakich człowiekowi się nie śniło. Nie zwracajcie uwagi na mrok czy przeszkody. Czytanie was wyzwoli.

Kurcze te ostatnie zdania zabrzmiały jak gadka fanatyka. Chce jednak tylko zachęcić wszystkich do sięgnięcia po tą książkę. To tylko dwa tomy, każdy po czterysta parę stron. Dla niektórych to niewiele. Dwa, góra trzy dni czytania. Autorka udowadnia, że ludzka wyobraźnia nie ma granic. Mam jednak świadomość, że ile ludzi tyle gustów nie każdemu może się spodobać, ale moim zdaniem to kawał niezłej fantastyki w czystej postaci. Moja ocena to 4/5.

Tytuł: Zakon Krańca Świata
Tom: 2
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Wydawca: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Data wydania: 4 sierpnia 2006
Liczba stron: 424
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Seria wydawnicza: Bestsellery polskiej fantastyki
ISBN-13: 978-83-60505-02-1
ISBN-10: 83-60505-02-0
Cena z okładki: 28,50 zł

Drogi czytelniku zanim skomentujesz zapoznaj się z niniejszymi punktami.
1. Proszę o nieumieszczanie w komentarzach linków do waszych blogów.
2. Pisanie recenzji trochę zajmuję więc byłoby miło gdyby nie pojawiały się komentarze w stylu "Fajna recenzja. Zapraszam do mnie."
3. Nie musicie mnie zapraszać do siebie. Jeżeli w profilu na bloggerze jest adres do Waszego bloga na pewno Was odwiedzę.
4. Ostrzegam, iż wszelakie treści wulgarne bądź obraźliwe będą usuwane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...