środa, 19 marca 2014

Andrzej Pilipiuk - Aparatus

Niewielu jest pisarzy mogących pochwalić się reedycją prawie każdej swojej książki, świadczy ona, bowiem o wielkim zainteresowaniu ich dziełami oraz pragnieniem setek ludzi by posiadać ją na własność. To pewnego rodzaju wyznacznik popularności w dzisiejszych czasach. Polska na szczęście ma kilku takich autorów. O jednym z nich pisałem dość często, ponieważ postawiłem sobie za cel przeczytanie i zrecenzowanie wszystkiego, co wyszło spod jego pióra. Andrzej Pilipiuk, bo to o nim mówię to jeden z najbardziej płodnych twórców ostatnich lat. Tym razem chciałbym podzielić się spostrzeżeniami dotyczącymi jednej z jego antologii, czyli „Aparatura”.

Zbiór ten zawiera osiem krótkich historii kręcących się głównie wokół dwójki bohaterów. Jednym jest już dość dobrze znany z poprzednich zbiorów doktor Paweł Skórzewski, a drugi to wędrowny poszukiwacz antyków Robert Storm. Każdemu z nich przypadły po trzy opowiadania. Czas jednak opowiedzieć, co nieco o każdej z nich.

Wszystko zaczyna się od „Za kordonem. Lwów” gdzie główną postacią jest porucznik Zygmunt Winnicki. Postanawia on zostać agentem. Już pierwsze zadanie nie jest łatwe. Musi odnaleźć urządzenie, które może dać wielką przewagę temu, kto je posiada, ponieważ wytwarza energię prawie z niczego.

„Ostatni biskup” to pierwsza w tej książce opowieść, w której spotykamy dobrze nam znanego doktorka. Tym razem, tak jak zawsze dziwne przygody same ciągną do niego. Ostatnim życzeniem jego zmarłego pacjenta jest prośba o odnalezienie mistycznego klasztoru Kiżlaka, w którego istnienie mało, kto wierzy. Za mapę ma tylko kilka drewienek na rzemyku. Nie ma wyjścia musi wyruszyć w tą niezwykłą podróż.

Trzecia z kolei jest „Ośla opowieść”. Tu właśnie po raz pierwszy pojawia się Robert Storm. Pragnie on odkryć tajemnicę dawno nieprodukowanego już salami lipardyjskiego znanego w całych Włoszech. Nie wie jednak jak mroczne sekrety może skrywać kiełbasa.

Kolejna historia jest również związana z wyżej wymienionym bohaterem. Tym razem jednak z jego ręce trafia dziwne ustrojstwo, czyli tytułowy „Aparatus”. Pełne jest zębatek, sprężyn i blaszek. Nikt nie wie, co to tak naprawdę jest. Powiem jednak, że właśnie ta zagadka najbardziej nakręcała mnie w tym opowiadaniu. Czytałem je z wielkim zainteresowaniem by tylko dowiedzieć się, co to jest. Niestety zakończenie mogło okazać się trochę bardziej wybuchowe.

„Choroba białego człowieka” to następny powrót doktora Skórzewskiego, który tym razem zostaje poproszony o odnalezienie członków wyprawy do Ziemi Franciszka Józefa. Nie wie, że skute lodem rejony mogą skrywać niebezpieczeństwo, które od wieków czekało na przebudzenie.

Kolejnym bardzo ciekawym opowiadaniem jest „Staw”. Polska w czasie okupacji. Niemiecki żołnierz bardzo interesujący się przyrodą Łazienek Królewskich postanawia zatriumfować na szczeblu naukowym nowym odkryciem. Zauważa pewne nieprawidłowości. Prócz nad wyraz wielkich karpi również wiewiórki wykazują wyjątkowo dziwne zachowanie. Niepokój pojawia się w nim dopiero, gdy słyszy historię o żołnierzu, po którym został tylko but zawieszony wysoko na drzewie.

„Księgi drzewne” to moim zdaniem najlepsze opowieść z całego zbioru. Nie tylko z powodu wciągającej historii, ale również niezwykłych bohaterów pobocznych. Cała akcja zaczyna się od tego, że w ręce historyka amatora trafiają zepsute skrzypce znalezione na strychu. Postanawia je zanieść do sąsiada lutnika mieszkającego wraz ze swoją wnuczką Adelajdą. Chociaż dziewczyna woli jak się ją nazywa księżniczką wiewiórek. Cała jednak tajemnica zaczyna się, gdy Robert Storm zostaje poproszony o odnalezienie legendarnego lutniczego świerku. Jedynym tropem jest księga drzewna. W której ukryte są nasiona, szyszka, gałązka, rysunek owego drzewa oraz jego kilku polakierowanych kawałków. Mało pomocny przedmiot w poszukiwaniach, ale młodzieńca to nie zniechęca. Wyrusza odnaleźć tajemnicze drewno.

Ostatni jest „Dzwon wolności”. Tym razem doktor Skórzewski zostaje wysłany nad Morze Białe by zaszczepić tamtejszą ludność przed ospą. Najbardziej jednak martwi go cichy okoliczny las. Z czasem do jego uszu dochodzi legenda o zakopanym tam dzwonie, którego dźwięk miał zwiastować koniec panowania carów.

Zrecenzowanie wszystkich opowiadań okazało się dłuższe niż przypuszczałem. Więc mam nadzieje, że wybaczycie, ale jeszcze coś napiszę. Chciałem zwrócić uwagę na pewien fenomen dotyczący bohaterów. Wielu z nich nie jest poszukiwaczami przygód a mimo to przeżywają rzeczy, których mógłby pozazdrościć Indiana Jones. Autor ze zwykłego człowieka potrafi wykreować pierwszorzędną postać przygodową, a w każdym zawodzie odnajdzie niesamowitą tajemnicę. Jak przeczytacie sami przekonacie się jak świetnie opisał poszukiwania świerku lutniczego. Na przykładzie Pawła Skórzewskiego i Roberta Storma widać, z jakim perfekcjonizmem Pilipiuk podchodzi do tworzonych przez siebie bohaterów. Kreuje ich dokładnie, nadając cechy tak dobrze nam znane. To ludzie z krwi i kości, jakich można spotkać idąc, np. do sklepu. Właśnie to chyba najbardziej zauroczyło mnie w jego twórczości, że to wszystko jest takie prawdziwe. Nie ma wymyślania fantastycznych światów. Wydarzenia dzieją się można powiedzieć w naszym otoczeniu i przyprawione są tylko nutką tajemniczości. To naprawdę niezwykłe jak historia potrafi wciągnąć czytelnika. Wiem, że wielu uwielbia powieści, ponieważ nie lubią jak coś zbyt szybko się kończy. Krótkie opowieści mają jednak swoje plusy. Największy to taki, że nie musicie czekać na ciąg dalszy.

Często zapomina się jeszcze o kimś, kto tak naprawdę wizualizuje pomysły autora. Mowa tu oczywiście o rysowniku. Ilustracje do tego zbioru opowiadań wykonał Daniel Grzeszkiewicz. Przyznać muszę, zrobił to niesamowicie. Każdy rysunek dosłownie tętni życiem pozwalając odbiorcy lepiej wyobrazić sobie treść książki.

Czas jednak kończyć recenzję, ponieważ obawiam się, że zbyt długa może zniechęcić do czytania. „Aparatus” to naprawdę niezwykły, ciekawy i wciągający zbiór opowiadań okryty delikatną nutką tajemnicy. Napisany został tak samo jak i pozostałe antologie tego autora z prawdziwą finezją. Już od pierwszych stron nie pozwala się oderwać. Jeżeli chcecie się za niego wziąć przygotujcie się na nieprzespane noce. Ja kilka takich zaliczyłem. Powiem jednak, że naprawdę warto, bo to świetny kawał fantastyki. Moja ocena to 5-/5.

Tytuł: Aparatus
Autor: Andrzej Pilipiuk
Wydawca: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Data wydania: 9 listopada 2011
Liczba stron: 416
Oprawa: miękka
Format: 125x195 mm
ISBN-13: 978-83-7574-649-5
Cena: 37,80 zł

Drogi czytelniku zanim skomentujesz zapoznaj się z niniejszymi punktami.
1. Proszę o nieumieszczanie w komentarzach linków do waszych blogów.
2. Pisanie recenzji trochę zajmuję więc byłoby miło gdyby nie pojawiały się komentarze w stylu "Fajna recenzja. Zapraszam do mnie."
3. Nie musicie mnie zapraszać do siebie. Jeżeli w profilu na bloggerze jest adres do Waszego bloga na pewno Was odwiedzę.
4. Ostrzegam, iż wszelakie treści wulgarne bądź obraźliwe będą usuwane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...