wtorek, 28 maja 2013

Peter V. Brett – Malowany Człowiek Księga II

Sam nie wiem czy dobrze zrobiłem pisząc recenzje do każdej księgi, ponieważ w pierwowzorze „Malowany człowiek” był jednotomowy to u nas w Polsce postanowili go rozdzielić. Nie mam pojęcia, co nimi kierowało może dobro czytelnika żebyśmy nie nosili zbyt grubego tomu a może po prostu chęć zysku, po co sprzedawać coś raz jak można to sprzedać dwa razy. Wiem jednak jedno, że druga księga „Malowanego człowieka” znowu zagwarantowała mi nieprzespaną noc. Czas jednak powiedzieć, co znajdziemy w tej części.

Tym razem nie mamy do czynienia z dzieci, lecz z dorosłą już trójka bohaterów. Wszystko jednak po kolei. Arlen nadal jest Posłańcem, który tym razem skierował się na pustynię gdzie odnajduje w dawnym zasypanym przez piasku grobowcu włócznię z nieznanymi sobie runami. Czyżby znalazł to, co przed wiekami zostało zapomniane? Czy jego marzenie o odnalezieniu runów bojowych zdolnych zabić demony w końcu się ziści? Nie jest mu dane zbyt długie cieszenie się tym sukcesem, ponieważ zostaje mu ona ukradziona a sam pobity ląduje na pustyni gdzie w nocy pojawiają się żądne krwi piaskowe demony. Właśnie wtedy postanawia stworzyć broń, której nikt mu nie odbierze, zaczyna tatuować runy na własnym ciele. Właśnie w ten sposób przeobraża sie w tytułowego Malowanego człowieka przez wszystkich zwanego Naznaczonym. Nie czepiajcie się ze za dużo opisałem, ale to dzieje się na początku książki. Nie zapomnę również o reszcie bohaterów. Rojer po śmierci swojego mistrza zaczyna pracować na własna rękę mimo wielu sukcesów nie kończy to się dla niego zbyt dobrze. Leesha jak to Leesha nadal leczy ludzi tylko tym razem w wielkim mieście, stawiając ich dobro nad swoje własne. W połowie książki jednak ich losy się łączą. I właśnie od tego momentu akcja nabiera szaleńczego tępa.

Chyba nie muszę mówić, który bohater jest moim ulubionym, bo to od razu widać po recenzji. Chciałem jednak zwrócić uwagę na jedno czytałem polską wersje tej książki, a wiem, że nie zawsze tłumaczowi udaje się zachować dynamikę akcji w odpowiedni sposób. Tym razem jednak Marcin Mortka stanął na wysokości zadania zapewniając nam godziny niesamowitej rozrywki. Co mogę powiedzieć o samej książce? Napisana jest prostym językiem, ciekawie wykreowane postacie naprawdę da się lubić, są świetnym dowodem na to ze, gdy chce się cos osiągnąć potrzeba wiele bólu i wyrzeczeń. Nie są oni zbyt wyidealizowani i każdy z nich ma jakieś słabości. Spójrzcie na Arlena, mimo że jako naznaczony może pokonać hordy demonów musi uważać na głupie błoto, które spowoduje ze jego runy przestaną działać. Autor jest prawdziwym mistrzem prowadzenia wielowątkowej fabuły. Jak zauważyliście w pierwszym tomie w każdym rozdziale autor opowiada losy jednej osoby z trójki głównych bohaterów tak samo jest i tutaj, do momentu, kiedy się spotykają. Autor z zegarmistrzowska precyzją łączy ich historie sprawiając ze wydaja się takie naturalne i płynne. Przyznam jednak, że z czasem czytanie tylko o trójce bohaterów wydaje mi się troszeczkę (powtarzam troszeczkę) nudne. Zastanawiam się jednak czy ma ona jakieś wady (prócz tego ze kolejną noc mogę zaliczyć do nieprzespanych). I wiecie, co wad brakuje. Chociaż gdyby to był jeden tom a nie dwa tez dałoby się przeczytać. Nie wolno zapomnieć jednakże o Dominiku Brońku, który wykonał ilustracje do obu części. Powiem wam ciekawostkę przeczytałem w jakiejś gazecie ze sam autor był zachwycony jego rysunkami.

Nie mogę się doczekać, kiedy zaczną nagrywać film na podstawie tej książki, bo prawa do ekranizacji zostały już wykupione. Najchętniej obejrzałbym pierwsza walkę ludzi z demonami. Wspaniałe opisy zmusiły moja wyobraźnie do bardzo ciężkiej aczkolwiek przyjemnej harówki.

Czas jednak na zakończenie tej recenzji. Nie wiem czy to jedna z moich najlepszych czy jedna z najgorszych pisana jednak była z sercem. Ciężko jest jednak oddać wszystkie te emocje, które towarzyszyły mi, gdy wraz z bohaterami przeżywałem ich przygody. Musicie sami ja przeczytać by się o tym dowiedzieć. Mogę wam jednak zagwarantować ze nie zawiedzie się na niej żaden miłośnik gatunku. Chociaż po chwili zastawienia nie daje takiej gwarancji. W Internecie znalazłem zbyt wiele nieprzyjemnych recenzji. Oceńcie ją jednak sami. Moja ocena to 5+/5.

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 2/2009
Tytuł oryginalny: Demon Cycle: The Painted Man
Rok wydania oryginału: 2009
Seria wydawnicza: Obca Krew
Liczba stron: 320
Format: 125x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7574-050-9
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,99 zł

Drogi czytelniku zanim skomentujesz zapoznaj się z niniejszymi punktami.
1. Proszę o nieumieszczanie w komentarzach linków do waszych blogów.
2. Pisanie recenzji trochę zajmuję więc byłoby miło gdyby nie pojawiały się komentarze w stylu "Fajna recenzja. Zapraszam do mnie."
3. Nie musicie mnie zapraszać do siebie. Jeżeli w profilu na bloggerze jest adres do Waszego bloga na pewno Was odwiedzę.
4. Ostrzegam, iż wszelakie treści wulgarne bądź obraźliwe będą usuwane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...