sobota, 27 kwietnia 2013

Jakub Ćwiek - Dreszcz

Odszedł "Kłamca", nadchodzi "Dreszcz". Bo ileż się można pieprzyć z Bogami. Właśnie te słowa widnieją z tyłu nowej książki Jakuba Ćwieka, a odpowiedz na nie jest jedna. Można i to bardzo długo. Zaraz wyjaśnię, czemu. Widząc tą książkę na półce w bibliotece rozpromieniłem się, bo nadal miałem w pamięci niesamowitego „Kłamcę”, z którym aż żal mi było się rozstawać w czwartym i ostatnim tomie. Miałem nadzieję, że ta nowa seria i nowy bohater wypełni tą pustkę w sercu a on jednak ją pogłębił.

Rysiek „Zwierz” Zwierzchowski najlepsze lata swojej młodości ma już dawno za sobą, lecz nie przeszkadza mu to żyć wg mantry „sex, drugs and rock n’roll”. Po prostu pije, pali wszystko co można (i to, co jest niezgodne z prawem też) i nie przepuści żadnej dziewczynie, mimo ze ma dzieci więcej niż Ojciec Wirgiliusz. Niestety prawie żadne się do niego nie przyznaje prócz Janki, która usilnie próbuje pomoc mu znaleźć prace a on usilnie próbuje jej nie przyjąć. Zamieszkuje on na katowickim osiedle Tysiąclecia gdzie przez sąsiadów uważany jest za demoralizującego młodzież antychrysta. Nawet tak odpychająca osoba ma jednak przyjaciela, pulchnego Alojzego emerytowanego górnika, który jest całkowitą odwrotnością Ryśka. Pewnego dnia staje się coś niezwykłego. Zwierz siedząc sobie trawniku z piwem w ręku i grając na gitarze zostaje trafiony przez piorun (z jasnego nieba), który co dziwne nie zabija go, lecz daje mu super moce. Od teraz może razić prądem nawet na odległość. Następnym dziwnym wydarzeniem jest pojawienie się młodego wielbiciela komiksów, posiadającego olbrzymią fortunę, który pragnie zostać lokajem superbohatera (wiecie takim, jakiego miał Batman) na jego nieszczęście pod ręką jest Rysiek. Próbuje go przekonać by stanął twarzą w twarz z niesprawiedliwością tego świata, chociaż Zwierz wolałby stanąć na scenie przed tłumem roznegliżowanych dziewczyn z gitarą w dłoni i skrętem u ustach.

W tym samym czasie w Krakowie dochodzi do serii dziwnych morderstw, ofiarami są tylko studenci dziennikarstwa, a co dziwne nikt nie widział zamachowców ani śmierci ofiar mimo ze każdy ginął w miejscu publicznym. Właśnie to jest pierwsza sprawa, której musi sprostać „Dreszcz” (taki pseudonim wybiera sobie Rysiek).

Z czasem poznajemy też innych super bohaterów, Zawisze Czarnego, który dosłownie jest czarny (afroamerykanin), bądź Ekumena wyglądającego, trochę jak Frankenstein, ponieważ całe jego ciało jest tak naprawdę sklejką wielu relikwii różnych świętych (i to jest najciekawsze z całej książki).

Dobra powiedziałem, co nieco o fabule. Czas zacząć pisać księgę skarg i zażaleń. Pierwsze, na co chciałem zwrócić uwagę to bohater. Wiem wale z grubej rury. Mam bardzo wybujałą wyobraźnie wiec jak tylko przeczytałem o tym, że stary, siwiejący pasożyt społeczny na tylnim siedzeniu auta dobiera się do osiemnastek miałem ochotę odłożyć książkę i wziąć leki na żołądek. Druga rzecz to Alojzy jest miłym sympatycznym grubaskiem, jednak mnie dobijała gwara śląska, której używał cały czas. Książkę powinno czytać się płynnie a ja zatrzymywałem się na każdej jego wypowiedzi próbując ją zrozumieć. Szczerze kilka musiałem ominąć. Następna będzie fabuła nie jest dość skomplikowana i jakoś strasznie zalatuje mi Hancockiem (kto oglądał może zobaczy podobieństwo). Czyżby autorowi brakowało pomysłów? Najbardziej jednak absurdalne jest przybycie do Zwierza młodego nadzianego jak indyk na święto dziękczynienia anglika, który kupuje mu dragi, kebaby i organizuje koncerty. Mamy rokowego kopciuszka i matkę chrzestną. A gdzie karoca z dyni? Język, jakim została napisana ta książka daje dużo do życzenia (nie chodzi mi o gwarę, bo na nią marudziłem wcześniej). Nie jest to, bowiem książka dla młodego czytelnika, pełno w niej wyrazów wulgarnych, zwrotów szowinistycznych i wielu innych dotyczących np. orientacji seksualnej. Autor ostrzega o tym na początku książki, ale trochę za dużo tego jest i pewnym momencie przestaje śmieszyć.

Nie wiem czy to miała być parodia bohaterów typu Marvela (zwłaszcza ze teraz ma się pojawić „Iron Man 3” wcześniej byli „Avengersi”) czy autorowi po prostu tak się napisało to, ale zaczynam się obawiać czy nie tworzy on tylko dla chęci zysku. Bo w porównaniu do „Kłamcy” książka ta jest naprawdę kiepska. Sam nie wiem może za szybko wyszła, może jeszcze kilka razy było trzeba ją przeczytać i coś poprawić. Wiem ze wiele osób może się ze mną nie zgodzić to jest mój punkt widzenia i jako ze jest to moja recenzja mogę pisać, co mi na duszy gra. Ostrzegam was jednak zanim ją kupicie wypożyczcie ją z biblioteki i przeczytajcie. Bo płacenie 35 złotych za książkę niemającą nawet pełnych 300 stron to przesada. Jeżeli jednak jesteście wielbicielami Jakuba Ćwieka to kupujcie tylko nie mówcie potem ze was nie ostrzegałem. Maja ocena nie będzie wysoka może głównie z tego powodu, że pamiętam „Kłamcę” i porównuję z nią „Dreszcz” i gdybym zaczął od niej nie czepiałbym się aż tak bardzo, ale muszę ocenić ją na 3--/5.

Drogi czytelniku zanim skomentujesz zapoznaj się z niniejszymi punktami.
1. Proszę o nieumieszczanie w komentarzach linków do waszych blogów.
2. Pisanie recenzji trochę zajmuję więc byłoby miło gdyby nie pojawiały się komentarze w stylu "Fajna recenzja. Zapraszam do mnie."
3. Nie musicie mnie zapraszać do siebie. Jeżeli w profilu na bloggerze jest adres do Waszego bloga na pewno Was odwiedzę.
4. Ostrzegam, iż wszelakie treści wulgarne bądź obraźliwe będą usuwane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...